Ostatnie wpisy
Zakładki:
Inspiracje czerpię z:
Tagi
![]() ![]()
|
niedziela, 21 marca 2010
Długo leżały przysypane śniegiem
Ale na szczęście dzisiaj przyszłą wiosna i mogą już biegać po zielonej trawce.
No dobrze tak na prawdę to najpierw biegały po trawce, a potem przysypał je śnieg. Mam nadzieję, że w rzeczywistości to już ich nie przysypie. Przepis pochodzi z książki "Tempting Teatime Treats", którą dostałam od Joli. Składniki: 1 jajko szczypta soli 75 g brązowego cukru 1 łyżka kakao 1 cytryna (skórka) 100 g masła 225 g mąki z proszkiem do pieczenia (dałam 223 g mąki i łyżeczkę proszku) 1/2 łyżeczki przyprawy korzennej 1 łyżeczka cynamonu 1 łyżka słodkiego sherry (nie dałam) cukier puder do dekoracji Wykonanie: Nagrzać piekarnik do 170 stopni. Wyłożyć blachę papierem do pieczenia. Oddzielić białko od żółtka i białko ubić z solą na sztywno. Wymieszać cukier z kakao i dodać do białka. Drobno zetrzeć skókę z cytryny. Masło ubić aż będzie gładkie i puszyste. Mąkę przesiać z przyprawami do masła i wymieszać z białkami, skóką cytryny, żółtkiem i sherry oraz masłem na gładkie ciasto. Wyrabiać przez chwilę i rozwałkować na grubość 1 cm. Wycinać kształty (w oryginale koła o śreednicy 5 cm) i ułożyć na blasze. Piec przez 20-25 minut. Zostawić na blasze przez 5 minut a potem zdjąć przypomocy szpatułki (u mnie nie było to konieczne). Wystudzić na kratce. Kiedy będą zimne obsypać cukrem pudrem.
sobota, 20 marca 2010
Jakiś czas temu dostałam od Joli 2 książki kucharskie (jeszcze raz Ci kochana dziękuję). Jedna z nich to zbiór przepisów na dania z łososiem z Alaski z puszki. Przyznam, że nie sądziłam, że można wyczarować z niego aż tyle wspaniałych dań. Jako pierwsze wypróbowałam Ravioli z łososiem i bazylią. Smak dość ciekawy, wspaniały pomysł na ciasto z bazylią (można przecież wykorzystać w innych przepisach), jest niestety jedno ale. Podczas gotowania wywaru nie pachnie w domu najładniej ;)
Składniki: 213 g łososia różowego w puszce 75 g twarogu 2 pomidory, obrane, bez ziarenek, drobno posiekane 1 łyżeczka pesto 290 g mąki 1 łyżeczka soli 3 rozbełtane jajka 3 łyżki świeżej bazylii, posiekanej 1 średnia cebula, posiekana 2 ząbki czosnku, rozgniecione 200 g pomidorów w puszce 1 czerwona papryka, bez nasion, posiekana (nie dałam) 8 cebulek dymek 1 łyżka oliwy z oliwek sól, pieprz Wykonanie: Odcedzić łososia. Dodać wody do soku z puszki po łososiu tak, żeby razem było 600 ml. Rozgnieść rybę, ser, pomidory i pesto w misce. Proponuję wyłożyć do wszystko do sitka i postawić nad miską, tak aby nadmiar płynów spływał. Będzie wtedy dużo łatwiej lepić pierożki. Wymieszać mąkę, sól, jajka i basylię tak aby powstało zbite ciasto. Wyłożyć na omączoną powierzchnię i wyrabiać przez 1 minutę. Podzielić na kawałki wielkości cytryny i każdy dalej dokłądnie wyrabiać. Rozwałkować na grubość 2 mm. Wycinać pierożki (w książce polecają o średnicy 3,5 cm, ale ja nie mam cierpliwości do takich maleństw i wycinałąm od szklanki). Na każde kółko nakaładać odrobinę farszu i sklejać. Suszyć z każdej strony przez godzinę (u mnie schły tylko około 20 minut). Wlać wywar rybny, cebulę i czosnek do garnka. Zagotować i zmniejszyć ogień. Wkładać partiami pierożki i gotować przez około 10 minut. Wyjąć, trzymać w cieple. Zmiksować pozostałe składniki. Podgrzać aż zawrze i potem odparowywać przez 5 minut. Podawać pierożki z sosem pomidorowym.
piątek, 19 marca 2010
Ainsley oprócz tego, że proponuje fantastyczne dania potrafi nazwać je w niesamowity wręcz sposób. Nie raz i nie dwa głowiłam się jak przetłumaczyć daną nazwę (może jednak trzeba było iść na inną specjalizację?) i nie udawało mi się oddać tego żartu, lekkości czy wspaniałej gry słów. No bo jak powinno się przetłumczyć "Ainsley's aubergine supper stacks"? Nie mam pojęcia. Ale to nie istotne. Ważne jest to, że moje chłopaki wprost oszalały na punkcie tego dania. Synio nazwał je po prostu "Danie pychota" i może niech tak zostanie.
Składniki (na 4 porcje): 4 x 1 cm plastry bakałażana 1 łyżka mąki 1 jajko, roztrzepane 8 łyżek bułki tartej 2 łyżki tartego Parmesanu 1 łyżka suszonego tymianku 3 łyżki oliwy z oliwek 1 ząbek czosnku, pokrojony 2 pokrojone pomidory 4 kromki francuskiego lub włoskiego pieczywa (użyłam Panmarino i to był doskonały wybór) 100 g Mozzarelli, pokrojonej sól, pieprz Wykonanie: Bakłażany obtoczyć w mące i następnie jajku. Wymieszać bułkę tartą, Parmesan, tymianek i obtoczyć w tym bakłażany. Na patelni rozgrzać oliwę i przez 30 sekund podsmażyć czosnek a następnie go wyjąć. Na tym oleju smażyć plastry bakłażana przez 5-8 minut, przewracając raz, aż zmiękną i się zezłocą. Zdjąć i trzymać w cieple. Na tej samej patelnii podsmażyć przez chwilę pomidory. W między czasi nagrzać grill (użyłam patelni grillowej) i zapiec kromki z dwóch stron. Następnie z jednej strony skropić oliwą i położyć plastry Mozzarelli. Podsmażyć aż ser się lekko roztopi. Na talerzach położyć kromki z serem, na to położyć pomidory a na końcy plastry bakłażana. Podawać z mieszanką sałat.
środa, 17 marca 2010
Zwycięstwo! Po wielu próbach mój synio wreszcie zjadł szpinak. Oczywiście nie obyło się bez podstępu, dowiedział się co jadł dopiero po godzinie. Najważniejsze, że mu smakowało (mi zresztą też). Przepis pochodzi z mojej ukochanej ostatnio książki "Meals in minutes" Harriotta. Powiem szczerze, że już się zaczynam bać co to będzie, jak już ugotuję wszystkie dania :) Zmobilizowałam się do zrobienia burgerów dzięki Pinkcake, która zaproponowała wspaniałą, Irlandzką w kolorze, akcję.
Składniki: 100 g posiekanego szpinaku, rozmrożonego (ja podsmażyłam na patelni) 400 g fasolki w puszce (odsączonej) 1 mała cebula, posiekana 2 ząbki czosnku 1 mała papryka chilli, posiekana (nie dałam) 1 łyżka oleju roślinnego 50 g bułki tartej 1 łyżeczka zmielonego kuminu 1 łyżka posiekanej kolendry (dałam natkę pietruszki) sól, pieprz Wykonanie: Rozgrzać olej na patelni i podsmażyć cebulkę i czosnek oraz chilli przez około 5 minut. Ze szpinaku wycisnąć nadmiar wody (ja wszystko odparowałam smażąc) i włożyć do miski. Fasolkę rozgnieść dokładnie, wymieszać ze szpinakiem, bułką, kuminem i kolendrą. Dodać cebulę i czosnek i dobrze wymieszać. Uformować 4 kotleciki. Smażyć na patelni grillowej, lub zwykłej (w tym przypadku na odrobinie oleju), można też grillować je na grillu (przy odpowiedniej pogodzie). Ainsley poleca podanie ich jako alternatywy dla hamburgera, w bułce, z pomidorem, ketchupem i sałatą.
wtorek, 16 marca 2010
Pierwszy raz - porażka, ale ja się tak łatwo nie poddaję. Tym razem pilnowałam chleba cały czas. No i od razu efekty. Lekcja nr 5 odrobina dwa razy, ale przynajmniej zaliczyłam (mam nadzieję;).
Zaparka
240g gorącej wody
60g żytniej maki razowej
Zaczyn zakwasowy
30g aktywnego zakwasu żytniego (100% hydracji)
85g wody
85g mąki żytniej razowej
Ciasto właściwe
200g zaczynu zakwasowego żytniego razowego (100% hydracji)
100g wody temp.20C
300g zaparki
300g białej mąki żytniej (720) lub sitkowej
8g soli
1. Zaparka
Przygotować zaparkę zalewając żytnią mąkę razową gorąca woda (temp.90C), dokładnie wymieszać, pozbywając się większych grudek. Zostawić pod przykryciem na 14 godzin
2. Zaczyn
Wymieszać składniki zaczynu, przykryć i zostawić w temp 21C na 14 godzin.
3. Mieszanie
Wszystkie składniki ciasta połączyć ze sobą, wyrabiając na mokrym lub lekko naoliwionym blacie przez 5 minut.
4. Fermentacja główna
Ciasto ostawić w misce na 1 godzinę w 28C.
5. Formowanie
Bardzo lepkie i dość luźne ciasto przełożyć do naoliwionej chlebowej rynienki (2 funtowej).
6. Ostatnia fermentacja
Zostawić ciasto do wyrośnięcia na kilka godzin w temp pokojowej (ma urosnąć do brzegów foremki).
7. Pieczenie
Piec w piecu rozgrzanym do 260C przez 15 minut, następnie zmniejszyć temperaturę do 200C i piec jeszcze 40 minut. Przed wsunięciem chleba do pieca można wierzch posmarować odrobiną pozostawionej zaparki.
Po wyjęciu z pieca chleb całkowicie wystudzić, następnie zawinąć w lekko naoliwiony papier do pieczenia. Kroić chleb dopiero dnia następnego.
A tak wyglądała wersja nr 1, zupełnie nieudana. Chyba poprawa jest?
niedziela, 14 marca 2010
W tym tygodniu w Weekendowej Piekarni gospodarzy nam Ania z Mojej Małej Kuchni. Zaproponowała chlebek, z którego bardzo ucieszył się mój synio "O mamo, nareszcie biały chleb". Zresztą reszta rodzinki też się nie smuciła. Bochenki cudnie rosły, a w piekarniku po prostu przeszłe same siebie. Wkładałam dość rozlane ciasto do piekarnika, a wyjęłam pięknie wyrośnięte i nic a nic nie oklapłe bochenki (czy jak stwierdził mój małżonek długie buły). Specjalnie do tego wypieku kupiłam doniczkę rozmarynu, w której jak się okazało było tylko 5 g roślinki. Mimo wszystko wyszło bardzo pysznie.
biga:
sobota, 13 marca 2010
Dzieciaki mi się zasmarkały. Trzeba zrobić coś, żeby nie poszło to dalej. A co może być lepsze niż rozgrzewająca herbatka z dużą ilością witaminy C? Przepis wyszperała gdzieś moja mama i sama od niedawna też ratuje się w ten sposób.
Składniki: kawałek imbiru (mniej więcej długości palca) woda (2,5 - 3 l) cytryny miód Wykonanie: Imbir obieramy i kroimy na cienkie plasterki. Zalewamy wodą i zagotowujemy. Jak woda zawrze wyłączamy i odstawiamy. Nalewamy napój do szlanek i do każdej szklanki wciskamy sok z cytryny (w zależności od upodobań od połowy do całej), następnie dosładzamy miodem (około 1 łyżki, w zależności od tego ile wciśniemy cytryny i jaki słodki napój chcemy). Herbatka jeśli stoi nieodcedzona jeszcze naciąga, więc po kilku godzinach mamy mocniejszy napar. Można też pić ją na zimno.
środa, 10 marca 2010
Kolejny wspaniały przepis znaleziony u Liski. Rósł dokładnie tyle ila napisała Liska i do tego jeszcze wspaniale pękł. Przy tym chlebie mam wrażenie, że moja miłość i serce do chleba (domowego) została odwzajemniona :)
1 duży bochenek
niedziela, 07 marca 2010
Są takie dni, kiedy w kuchni nie idzie tak jak trzeba. No i chyba dzisiaj właśnie taki dzień nadszedł. Ciasto autorskie Poleczki rosło pięknie, aż nie mogłam uwierzyć, że aż tak szybko, począwszy od samego zaczynu, który urósł w 7 minut. No i rosło tak do końca, aż w końcu wyszło z blaszki (a wymiary miała dokładnie takie jak podała Polka). A może to niekoniecznie zły dzien tylko moje lenistwo? Nie wyrabiałam ciasta ręką, a robotem (nie takim na literę K a takim na literę S). W każdym razie efekt końcowy taki, że ciasto nie bardzo nadaje się do pokazania. Nadaje się jednak do konsumowania i to jeszcze jak. Poleczko jest cudowne.
Na blaszkę o wymiarach: 300g mąki pszennej chlebowej, przesianej
sobota, 06 marca 2010
Jak zapewne wszyscy już wiedzą gospodarzenie w ramach WP przejęły Gospodarna Narzeczona iTili. W tym tygodniu przepisy wybrał nie kto inny, a mistrzyni Margot. Chlebek ten przeszedł (tak tak czytac dosłownie) długą drogę. Wieczorem nastawiłam obydwa zaczyny a wano zabrałam się wyrabianie ciasta. W między czasei okazało się, że idziemy na proszony obiad. Co więc miałam zrobić, zabrałam wyrastający chlebek ze sobą. W gościach chlebek składałam, przekładałam do koszyka a jak wyrósł zabrałam do domu i upiekłam. Nie wiem czy to kwestia świeżego powietrza na spacerku tam i z powrotem, ale chlebek rósł cudnie. Muszę przyznać, że obawiałam się tego czy będzie rósł (przerażała mnie mała ilość zawkasu). No i rósł, aż do czasu gdy przelozyłam go na blachę. Oklapł :( (a może ja mam za duży koszyk?) Jednak smaku to nie zmienia. Zjadłam na razie tylko piętkę, ale już wiem, że jest cudny i do tego ta skórka.
Zaczątek pszenny:
| |||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||