Wpisy

  • wtorek, 02 lutego 2016
    • Trzecia Dycha do Maratonu - 30.01.2016

      Moja pierwsza nocna dycha.  Trochę się obawiałam startu ze względu na lekkie ciągnięcie w nodze.  Po biegu City Trail, tydzień wcześniej, postanowiłam dać nodze się zregenerować i chyba na dobre to wyszło.  Ból przeszedł a i siły się odnalazły.  A może to nie siły, a wsparcie? 

      Ten bieg to był też debiut grupy Run_Helpersi.  Dzięki koledze udało mi się do grupy dołączyć i biegać nie tylko dla siebie, ale też dla dzieci ze Specjalnego Ośrodek Szkolno - Wychowawczego przy ul. Głuskiej w Lublinie. 

      run_helpersi

       

      Pierwszy raz na lubelskich biegach na starcie pojawiły się też strefy startowe.  Ustawiłam się zaraz za znaczkiem 50 min, koło kolegi z grupy.  Okazało się, że to był wspaniały pomysł.  Już po kilkuset metrach biegliśmy w tym samym tempie i co któreś przyspieszało, to drugie goniło.  Już na drugim kilometrze poczułam, że rozwiązuje mi się lewy but. Zerkałam co chwilę, ale sznurówki jakoś się trzymały. W okolicy 5 km dobiegliśmy do Joanny, z którą często mijałam się na biegach City Trail.  Od tej chwili biegliśmy już we trójkę. Przy Okopowej poczułam, że but długo nie wytrzyma.  Zatrzymałam się i w kilka sekund zawiązałam sznurówki.  Przyspieszyłam i za moment dobiegłam do Darka i Joanny.  Nigdy w życiu nie wiązałam tak szybko butów i mam nadzieję, że już nie będę musiała.  Przy punkcie z wodą spotkaliśmy kolegę Darka, który biegł pomimo choroby.  Na Skłodowskiej, gdzie zaczął się zbieg odstawiłyśmy trochę chłopaków.  Aśka krzyczała, że dam radę i mam gonić za nią i że mnie samej na trasie nie zostawi.  No to goniłam, długo goniłam.  Niestety na ostatnim kilometrze, na podbiegu na Zana poczułam, że nie dam rady już tak dalej ciągnąć.  Krzyknęłam do Asi, żeby biegła dalej sama, bo nie dam rady.  Poleciała i od tej chwili widziałam już tylko jej plecy.  Końcówka była trudna.  Na zakrętach przy Hali Globus widziałam jak wyprzedzają mnie kolejne osoby, ale nie miałam siły przyspieszyć (chociaż z wykresu na endo widać, że jednak przyspieszyłam, ale nie wystarczająco mocno).  Potem już wbieg na halę i zegar, który pokazywał czas 52:18.  Wiedziałam, że jest dobrze.  Wbiegłam kilka sekund za Aśką i kilka przed Darkiem. 

      Darek, Asia bardzo Wam dziękuję za wspólny bieg.  Bardzo, ale to bardzo mi to pomogło.  Endo twierdzi, że była życiówka na 10 km - 50:34.    Niestety nie ma jeszcze czasów netto od organizatora (ze względów technicznych).  Jednak z życiówką czy też bez, bieg był fantastyczny.

       

      3 dycha

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (12) Pokaż komentarze do wpisu „Trzecia Dycha do Maratonu - 30.01.2016”
      Tagi:
      brak
      Kategoria:
      Autor(ka):
      kabamaiga
      Czas publikacji:
      wtorek, 02 lutego 2016 08:00
  • poniedziałek, 01 lutego 2016
  • sobota, 30 stycznia 2016
    • Pączki - najlepsze

      Kolejny świetny przepis na pączki.  Tym razem podejrzany u Kasi.  Robiłam je w ubiegłym roku na ostatki, ale dopiero teraz pokazuję na blogu.  Z tej porcji wychodzi kilkanaście sporych pączków, lub nawet ponad dwadzieścia mniejszych.  Bardzo dobrze pracuje się z ciastem, a jego kolor wprost urzeka.  

       

      pczki_najlepsze1a

       

      Składniki:

      • 600 g mąki pszennej typ 450
      • 14 g drożdży instant (lub 60 g świeżych)
      • 60 g masła
      • 6 żółtek
      • 4 łyżki cukru
      • ok 400 ml letniego mleka (dałam 350)

       

      • konfitura lub dżem do nadziania
      • cukier puder do posypania lub do zrobienia lukru
      • olej lub smalec do smażenia

       

      Wykonanie:

      Masło roztopić i przestudzić.  Mąkę przesiać do miski i zrobić w niej wgłębienie.  W dołek włożyć drożdże (świeże rozkruszyć).  Wlać odrobinę ciepłego mleka i 2 łyżki cukru.  Delikatnie wymieszać zagarniając odrobinę mąki.  Odstawić na kilka - kilkanaście minut, aż zaczyn zacznie bąblować.  Dodać resztę składników (mleko dolewać stopniowo, w zależności od potrzeb) i wyrabiać ciasto.  Kiedy ciasto będzie już elastyczne formujemy je w kulę i przekładamy do naoliwionej miski.  Przykrywamy i odstawiamy na około 1,5 godziny, żeby ciasto wyrosło.    

      Wyrośnięte ciasto przekładamy na lekko omączoną stolnicę i rozwałkowujemy na około 1,5 - 2 cm  Wycinamy koła i przykrywamy je ściereczką.  Zostawiamy na około 30 minut.  W międzyczasie rozgrzewamy tłuszcz do 175 stopni.  Pączki smażymy partiami przez kilka minut z jednej, a następnie przewracamy na drugą stronę.  Jeszcze ciepłe pączki nadziewamy przy użyciu szprycy.  Następnie posypujemy cukrem pudrem lub polewamy lukrem.

       

      pczki_najlepsze_a

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (5) Pokaż komentarze do wpisu „Pączki - najlepsze”
      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      kabamaiga
      Czas publikacji:
      sobota, 30 stycznia 2016 08:30
  • czwartek, 28 stycznia 2016
    • Fasolka po bretońsku

      Powstała na zamówienie syna, a muszę przyznać, że nie przygotowuję jej często.  Nie wiem dlaczego, bo przecież do idealne danie na zimową porę.  

       

      fasolka_po_bretosku

      Składniki:

      • 400 g fasoli piękny Jaś
      • ok 300 g kiełbasy
      • 800 g passaty pomidorowej (można dać więcej lub mniej)
      • 1 cebula
      • 2 - 3 ząbki czosnku
      • oregano
      • ziele angielskie
      • liść laurowy
      • sól, pieprz
      • olej

       

      Wykonanie:

      Fasolę zalać wodą i odstawić na noc do namoczenia.  Odcedzić wodę, przełożyć fasolę do garnka, zalać świeżą wodą i ugotować aż będzie miękka (ja gotowałam przez około 30-40 minut w szybkowarze).  

      W dużym garnku rozgrzać olej.  Wrzucić posiekaną cebulę i podsmażyć.  Dodać posiekany czosnek i razem chwilę przesmażyć.  Dodać fasolę, passatę i trochę wody z gotowania fasoli.  Dorzucić ziele, liść, oregano i dusić pod przykryciem przez około godzinę.  W razie potrzeby uzupełniać wodę.  Na patelni podsmażyć na oleju pokrojoną w kostkę kiełbasę.  Podsmażoną kiełbasę dodać do fasoli i dusić razem (już bez przykrycia) aż smaki się połączą, a fasola i kiełbasa będą miękkie.  Doprawić do smaku.

       

       

      fasolka_po_bretosku_1

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (5) Pokaż komentarze do wpisu „Fasolka po bretońsku”
      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      kabamaiga
      Czas publikacji:
      czwartek, 28 stycznia 2016 08:15
  • wtorek, 26 stycznia 2016
    • City Trail - Lublin, 23.01.2016

      Na dworze około - 10, piękny śnieg, słońce i zamarznięty Zalew Zemborzycki (Ursa specjalnie dla Ciebie zdjęcie z wędkarzami).  W takich okolicznościach po raz 4 ścigaliśmy się na City Trail w Lublinie w tym sezonie.  Tym razem syn nie uczestniczył w wolontariacie z powodu balu, który czekał go tego dnia po południu, a córka nie mogła biegać z powody choroby.  

      Zalew zemborzycki

      Dojechałam z synem akurat w chwili gdy zaczynał się pierwszy bieg z serii juniorskiej.  Pomimo mrozu była spora grupa najmłodszych uczestników.   Kiedy odbieraliśmy swoje numery było tak zimno, że zamarzły długopisy i musieliśmy podpisać się ołówkami.  Mieliśmy chwilę czasu więc zrobiliśmy małą rozgrzewkę po trasie biegu kategorii D4.  Zaraz po 10 syn stanął na starcie.  Założenie było jedno - nie skręcić nogi przed balem (no i oczywiście wygrać ;) ).  Udało się jedno i drugie. To już trzecie jego zwycięstwo w tej serii.

      city_trail_styczen

      Podczas tego biegu podeszła do mnie czytelniczka bloga, Kramika, która swoimi komentarzami zmobilizowała mnie do napisania poprzedniej relacji z biegu.  Przemiła osoba.  Jej syn też brał udział w biegu i zajął 3 miejsce w swojej kategorii.  Gratulacje.

      Potem chwila przerwy przed biegiem głównym, więc w ramach rozgrzewki mała przebieżka z kolegą.  Było mi tak potwornie zimno, że zamarzł mi nos.  Miałam wrażenie, że zaraz mi odpadnie.  Obawiałam się, że jednak źle się ubrałam.   Zmarzły mi też ręce, ale tutaj poratował mnie syn.  Zamienił się ze mną rękawiczkami i było dobrze.  Na linii startu zobaczyłam biegacza w krótkich spodenkach. Wzbudzał ogólne zainteresowanie (a może raczej zdziwienie).  O 11 ruszyliśmy.  Nie pędziłam, bo wiedziałam, że pod śniegiem kryje się gdzieniegdzie lód oraz korzenie, mnóstwo korzeni.  Pierwszy kilometr w tempie około 5:45 (nie wiem dokładnie, bo włączyłam telefon chwilę przed startem), drugi trochę szybciej 5:40, a czwarty o dziwo 4:44.  Dawno nie przebiegłam kilometra w takim tempie.  Czas końcowy może nie zachwyca, ale wstydzić się nie ma czego: brutto 26:26, netto 26:14.  Tym sposobem cykl mam już zaliczony i to jakiej pięknej scenerii.

       

      zalew_zemborzycki_styczen_16

       

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (9) Pokaż komentarze do wpisu „City Trail - Lublin, 23.01.2016”
      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      kabamaiga
      Czas publikacji:
      wtorek, 26 stycznia 2016 08:00
  • piątek, 22 stycznia 2016
    • Szarlotka

      Ulubione ciasto w naszym domu.  Z tego przepisu od Elizy Mórawskiej, z książki "Słodkie" korzystałam już wiele razy.  W oryginale jest to szarlotka z malinami, ale u nas jeszcze w takiej formie nie wystąpiła.  Myślę, że na jesieni się pojawi, bo posmakowała nam bardzo.

       

      szarlotka_1 

       

      Składniki:

      • 300 g mąki pszennej (często robię też z jasnej orkiszowej)
      • 80 - 100 g cukru ( w oryginale 150)
      • 200 g zimnego masła
      • 3 żółtka
      • 1 łyżeczka ekstraktu waniliowego
      • 1 kg kwaśnych jabłek (często daję trochę ponad 1,5 kg)
      • kilka łyżek cukru (do jabłek)

       

      Wykonanie:

      Piekarnik rozgrzać do 200 stopni.  Tortownicę (24 lub 26 cm) wyłożyć na dnie papierem do pieczenia.

      Mąkę, cukier, żółtka i ekstrakt przełożyć do misy robota lub na blat.  Dodać pokrojone w kostkę masło.  Posiekać i szybko zagnieść kruche ciasto. Ciasto można schłodzić przez około 30 minut w lodówce (w oryginale nie było schładzane).  Schłodzone ciasto wyjąć i podzielić na 2 części (3/4 i 1/4).  Większą część rozwałkować i wyłożyć dno tortownicy i boki na około 1,5 - 2 cm wysokość.  Nakłuć widelcem.  Wyłożyć na ciasto folię i obciążyć np grochem.  Wstawić do piekarnika na około 10 minut.

      W międzyczasie przygotować jabłka.  Obrane pokroić i wrzucić do garnka lub na patelnię.  Podlać odrobiną wody i dusić aż zmiękną.  Dodać cukier do smaku (można też dodać cynamon).  

      Podpieczony spód wyjąć z piekarnika.  Zdjąć folię z obciążeniem.  Na podpieczony spód wyłożyć podduszone jabłka.  Na wierzchu zetrzeć pozostałe ciasto.   Wstawić do piekarnika na około 30 - 40 minut.  Delikatnie przestudzić. 

       

      szarlotka_2

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (6) Pokaż komentarze do wpisu „Szarlotka”
      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      kabamaiga
      Czas publikacji:
      piątek, 22 stycznia 2016 08:30
  • środa, 20 stycznia 2016
    • Chili sin carne

      Skończyłam ostatnio czytać książkę Scotta Jurka "Jedz i biegaj".  Scott jest weganinem i ultramaratończykiem.  Nie wiem czy sama odważyłam się przejść na dietę wegańską, ale na pewno przepisy Scotta zagoszczą w mojej kuchni nie raz.  Już jakiś czas temu pokazywałam koktajl ze spiruliną, robiłam też obłędną owsiankę (nie doczekała się jeszcze zdjęć, ale kiedyś się doczeka), powstało też chili.  W oryginalnej wersji chili jest tak ostre, że nawet nie potrafię sobie wyobrazić jak można je zjeść.  Ja mocna zmniejszyłam ilość chili w proszku, nie dodałam na koniec ostrego sosu a i tak połowa rodziny stwierdziła, że danie jest za ostre.  Za to syn powiedział, że to nareszcie jest prawdziwe chili.  Dodam, że nie zauważył braku mięsa.

       

      chili_sin_carne

       

      Składniki (na ogromny gar):

      • 2 łyżki oleju kokosowego lub oliwy
      • 2 posiekane ząbki czosnku
      • 1 szklanka posiekanej cebuli
      • 300 g drobno pokrojonych pieczarek (w oryginale 8-10 sztuk)
      • 1/2 szklanki drobno pokrojonej zielonej papryki
      • 1/2 szklanki drobno pokrojonej czerwonej papryki
      • 1/2 szklanki drobno pokrojonej marchewki
      • 1 papryczka jalapeno (proponuję zacząć od ćwiartki)
      • 1 szklanka mrożonych ziaren kukurydzy (użyłam z puszki, część z dodatkiem groszku)
      • 1 łyżeczka mielonego kuminu (w tłumaczeniu kminku)
      • 1/2 łyżeczki mielonej kolendry
      • 1/2 łyżeczki chili w proszku (w oryginale 2 łyżki)
      • 2 łyżeczki soli morskiej
      • 1/2 łyżeczki czarnego pieprzu
      • 800 g pomidorów krojonych (z kartonu)
      • 450 g przecieru pomidorowego
      • 450 g fasoli z puszki
      • 450 g czarnej fasoli z puszki
      • 450 g czerwonej fasoli z puszki
      • 2 1/2 szklanki wody
      • 1/2 szklanki bulguru (nie miałam, dałam ryż brązowy)
      • ostry sos lub pieprz cayenne (dla hardcorów)
      • 1/4 szklanki posiekanej kolendry do przybrania (dałam natkę)

       

      Wykonanie:

      W dużym garnku rozgrzać olej.  Wsypać cebulę i poddusić. Dodać świeże warzywa i przyprawy i smażyć 10 minut na małym ogniu, aż warzywa lekko zmiękną.  Wlać kilka łyżek wody jeżeli warzywa zaczną przywierać (moje nie przywierały).  Dodać pozostałe składniki (fasolę, pomidory, kaszę / ryż, wodę).  Gotować pod przykryciem na małym ogniu przez pół godziny.  Zamieszać i gotować odkryte przez około 20 minut, aż warzywa i kasza / ryż będą gotowe.  Doprawić ewentualnie do smaku (sosem lub pieprzem cayenne, ja nie dodawałam).  Posypać natką / kolendrą.  Część dania można zamrozić.

       

      chili_sin_carne_1

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (8) Pokaż komentarze do wpisu „Chili sin carne”
      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      kabamaiga
      Czas publikacji:
      środa, 20 stycznia 2016 08:00
  • poniedziałek, 18 stycznia 2016
  • sobota, 16 stycznia 2016
    • Nalewka pomarańczowa

      7 lat temu pojawił się na blogu pierwszy przepis.  Szmat czasu.  Dużo się zmieniło, bardzo dużo. Kiedyś wpisy pojawiały się kilka razy w tygodniu, ostatnio nieco rzadziej.  Jednak na rocznicę pojawić się coś musiało.  Tym bardziej, że pomimo ciszy na blogu komentujecie, bardzo miło komentujecie.  Ponieważ sezon na pomarańcze w pełni, pojawia się zeszłoroczna nalewka pomarańczowa (w brytyjskim oryginalnym przepisie nazywa się "orange shrub").  Wznosimy mały toast.

       

      nalewka_pomaraczowa1

       Składniki:

      • 700 ml białego rumu lub brandy
      • skórka starta z 2 niewoskowanych pomarańczy
      • 100 ml soku z pomarańczy
      • 200 g cukru

       

      Wykonanie:

      Do słoja wlać rum, sok wyciśnięty z pomarańczy oraz skórkę.  Dodać cukier i zakręcić słoik.  Odstawić na 30 dni.  Co 2 - 3 dni potrząsać słoikiem.  Po miesiącu przecedzić zawartość słoja przez filtr (dobrze sprawdza się ten od kawy). Przelać nalewkę do butelki.  Ostawić na 3 miesiące w ciemne miejsce.  Można też delektować się nalewką od razu, ale polecam poczekać.  Podawać schłodzoną.

      nalewka_pomaraczowa_11

       

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (16) Pokaż komentarze do wpisu „Nalewka pomarańczowa”
      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      kabamaiga
      Czas publikacji:
      sobota, 16 stycznia 2016 08:30
  • piątek, 15 stycznia 2016
    • City Trail - Lublin, 19.12.2015

      Zaraz po biegu nie było kiedy, bo święta.  Potem pomyślałam, że nie będę może pisać kolejnych biegowych wpisów.  Jednak ostatnio dostałam kilka cudownych komentarzy od Kramiki.  Najpierw napisała: "Podziwiam autorkę bloga za bieganie. Ja biegałam w tamtym roku, w tym jakoś nie mogę się zmusić." Kilka dni później dodała: "Ale najlepsze jest to że biegałam dzisiaj!!!! 2,3 km ale po 6 m-cach nie-biegania suuuper się czuje! Dzięki!!! Za śledzie i tort!!"   Skoro ktoś jednak pobiegł po moich wpisach, to może warto?  No to zaczynamy, tym bardziej, że za tydzień kolejna edycja City Trail.

       IMG_0125

      Tym razem pojechaliśmy wszyscy wcześnie rano.  Chwilę po ósmej byliśmy już na miejscu.  Syn zaczął swój wolontariat, a ja z córką miałam czas na spacery i oglądanie otoczenia.   Odkryłyśmy, że niedaleko są przepiękne pawie.

      Przed 10 na starcie stanęła córka.  Pięknie przebiegła swoje 600 m z wielkim uśmiechem na twarzy.  Zameldowała się jako 4 z dziewczyn (na 4 biegnące, ale nie szkodzi, bo najistotniejszy jest ogromny uśmiech).  Na mecie dzieciaki dostały prezent od sponsora - śniadaniówkę, która jest codziennie pakowana do plecaka.

      Chwilę potem na linii startu pojawił się syn.  Konkurencja tym razem była większa.  Na końcówce pierwszego okrążenia syn poślizgnął się na mokrych liściach i przewrócił.  Szybko jednak się podniósł i pomimo stłuczonego kolana pobiegł dalej.  Adrenalina musiała nieźle działać, bo gnał jak szalony.  Czas nieco słabszy niż ostatnio, ale na finiszu przyspieszył nieźle pomimo tego, że i tak zwycięstwo było jego.

      IMG_0159

      Na koniec bieg główny - 5 km.  Muszę przyznać, że to był świetny bieg.  Nie chodzi o czas, bo ten był słabszy niż poprzednio, ale o to jak się czułam podczas biegu.  Endorfiny na najwyższym poziomie, sama przyjemność.  Na finiszu wyścig z współzawodniczką, przegrany o sekundę, przybita piątka i zakończyłam z przyzwoitym czasem 25:43 netto.    Teraz czekamy na 4 edycję.  Już za tydzień.

       

      12348004_916702358407123_6498398236720614154_nZdjęcie pochodzi ze strony organizatora

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (5) Pokaż komentarze do wpisu „City Trail - Lublin, 19.12.2015”
      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      kabamaiga
      Czas publikacji:
      piątek, 15 stycznia 2016 08:00

Kalendarz

Luty 2016

Pn Wt Śr Cz Pt So Nd
1 2 3 4 5 6 7
8 9 10 11 12 13 14
15 16 17 18 19 20 21
22 23 24 25 26 27 28
29            

Wyszukiwarka

Kanał informacyjny

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...
Wszystkie zdjęcia są moją własnością. Kopiowanie i umieszczanie w innych miejscach jest odpłatne.




Kontakt: kabamaiga@gmail.com


Teraz w kuchni



Można mnie tutaj znaleźć

Durszlak.pl

Mikser Kulinarny - blogi kulinarne i wyszukiwarka przepisów

my foodgawker gallery

Top Blogi

Smaczneblogi.pl