Ostatnie notki
Zakładki:
Inspiracje czerpię z:
![]() ![]()
|
sobota, 21 listopada 2009
Przepis na ten chlebek znalazłam u Liski. I odkąd go zrobiłam pierwszy raz powracam dość często. Można by nawet powiedzieć, że to nasz taki czwartkowy chlebek. A dlaczego? A to dlatego, że w czwartek idę do pracy na krócej, akurat na tyle, że chlebek mogę rano wyrobić, wstawić do wyrastania, a jak wracam pakuję tylko do piekarnika i gotowe. A po wyjęciu uczta. Bo chlebek ma niesamowity smak. Cudne, prawda?
Dzień przed pieczeniem:
Wszystkie składniki oprócz pestek łączymy za pomocą miksera lub łyżki. Nie należy miksować zbyt długo. Na końcu dodajemy uprażony i ostudzony słonecznik.
środa, 18 listopada 2009
Omlety nie kojarzyły mi się zbyt dobrze. Pamiętam z dzieciństwa, że ich nie lubiłam i prawie nigdy nie jadłam (zresztą tak jak jajka sadzonego). resztą jajecznych dań uwielbiałam. A przy okazji plażowania odkryłam, że to smak zdecydowanie dla mnie. Nie wiem, czy dorosłam i zmieniłam upodobania smakowe, czy też te omlety, które jadam teraz, a są zawsze z jakimiś dodatkami po prostu są lepsze niż taki postne, z samych jaj. Bądź co bądź odkrywam co raz to inne wersje omletowego raju. Przepis na ten omlet znalazłam u Nigelli. Nigella poleca wsadzenie omletu pod koniec pod rozgrzaną grzałkę grilla w piekarniku, ale ja pominęłam. Doszłam do wniosu, że szkoda marnować tyle energii skoro do tej pory jadłam omlety bez tego i były OK. A smak? Super, rewelacja i nie wiem co jeszcze
Składniki: 1 łyżeczka oleju roślinnego 1 drobno posiekana dymka (może być też zwykła cebula) 1-2 papryczki czili 1 drobno posiekany ząbek czosnku 1/4 łyżeczki kurkumy 1 łyżeczka mielonych nasion kolendry (nie dałam) 1 łyżeczka mielonego kuminu 2 lekko ubite jajka (ja dałam 3) Nigella poleca zmienianie składników i na przykład dodanie startego imbiru (ja dawałam 1/2 łyżeczki) lub posiekaną miętę (ja dawałam 2 świeże listki) Wykonanie: Rozgrzać grzałkę grill w piekarniku (ja pominełam) Na patelni przeznaczonej do zapiekania (średnica 20-25 cm) podsmażyć na oleju do miękkości dymkę, chili, czosnek i kurkumę. Dodać pozostałe przyprawy i smażyć minutę, od czasu do czasu mieszając, a następnie wlać lekko ubite jajka i równomiernie rozprowadzić po patelni. Gdy omlet się zetnie przełożyć patelnię do piekarnika pod górną grzałkę dla ostatecznego przypieczenia (ja tego nie robiłam). Można podować na talerzu lub z chlebkami chapatti.
poniedziałek, 16 listopada 2009
Jak się zaparłam to dałam radę i z bułeczkami. Wcale nie żałuję. Małżonek stwierdził, że takie, to mogę robić non stop :). Małgosiu wielkie dzięki za wspaniałe przepisy. Bułeczki urosły niesamowicie, a w smaku - poezja (chociaż chyba jednak chlebek z WP #51 jest moim faworytem).
Składniki: 7g (1 op.) drożdży instant (lub 15g świeżych) - ja dałam instant
Jeśli używasz drożdży świeżych: do 4 łyżek letniej wody wkruszyć drożdże, zamieszać i odstawić na kilka minut.
sobota, 14 listopada 2009
Udało mi się :) Pierwszy raz uczestniczę w Weekendowej Piekarni. No ale skoro gospodynią jest Małgosia, to nie mogłam sobie odpuscić. Z trzech propozycji wybrałam (na razie) chleb na zakwasie, a to dlatego, że ostatnio jestem na fali pieczenia zakwasowców, chyba się uzależniłam :). Przepis na chleb Małgosi znalazła u Zorry . A że chleb jak pisała Małosia wpasowuje się w Orzechowy Tydzień to ja też go tam zamieszczam. Chlebek jest cudowny, ma niesamowity kolor w środku (chyba to z powodu zakwasu), mięciutki, ale nie za bardzo. Bochenek jest dośc duży a i tak mimo to na kolację zjedliśmy prawie pół. Zrobię go i to jeszcze nie raz, tylko dodam odpowiednią ilość orzechów.
Składniki: proporcje na 1 spory bochenek
Rozpuścić drożdże w 50g wody. Rozrobić zakwas w pozostałej wodzie (280g). Wszystkie składniki, oprócz soli, włożyć do misy miksera. Wyrabiać ciasto ok. 4 min. na niskich obrotach. Dodać sól i wyrabiać kolejne 4 min.
czwartek, 12 listopada 2009
Jest coś cudnego w tym, że człowiek potrafi sam przygotować sobie pieczywo jak nie chce mu się iść do sklepu, albo jest już na to za późno. Swoją drogą dziwne jest to, że często wolę sama zakasać rękawy i pougniatać ciasto niż ubracć się i przespacerowac do piekarni, z naprawdę dobrym pieczywem bo przecież od Sarzyńskiego. A bułeczki chociaż nie wyglądają za specjalnie, były przepyszne, smakowały wszystkim, zachwycali się długo, no może nie za długo bo bułeczki szybko zniknęły. Przepis pochodzi z "Successful Baking"
Składniki: 350 g mąki pszennej chlebowej 100 g mąki pełnoziarnistej pszennej 1 saszetka drożdży instant 1 łyżeczka soli 40 g ziaren słonecznika, posiekanych 1 łyżka cukru muscovado 150 g jogurtu naturalnego do 225 ml letniej wody Wykonanie: W dużej misce połączyć mąki, drożdże, sól i słonecznik. Dodać cukier, wmieszać jagort i do 225 ml letniej wody (ja dałam dużo mniej). Wymieszać aż do powstania miękkiego ciasta. Wylożyć ciasto na stolnicę i wyrabiać przez około 10 minut, aż będzie gładkie i elastyczne. Można użyć robota i wyrabiać wtedy przez około 3-4 minuty. Ciasto włożyć do naoliwionej miski, przewracać tak, aby całe było pokryte olejem. Przykryć folią samoprzylepną i odstawić do wyrośnięcia na 45 minut, aż podwoi swoją objętość. W między czasia naoliwić blachę. Wyrośnięte ciasto odgazować i zrolować na wałek. Podzielić na 10 kawałków ostrym nożem. Każdy kawałek uformować w bułeczkę i położyć na przygotowanej blaszce. Bułeczki przykryć naoliwioną folią i odstawić na około 30 minut w ciepłe miejsce aż będą puszyste. Nagrzać piekarnik do 230 stopni. Bułeczki piec przez 15 minut, aż dobrze wyrosną i będą lekko zbrązowione (ja posmarowałam moje odrobiną wody przed wstawieniem do piekarnika). Gotowe bułeczki przestudzić na kratce.
poniedziałek, 09 listopada 2009
Placuszki te robiłam już wiele razy bo są po prostu ulubionym śniadaniem moich dzieci. Kiedy pokazałam ten przepis tu na blogu w lutym mag-43 zasugerował zrobienie tych placuszków na zakwasie. Cały czas o tym pamiętałam no i teraz, kiedy wreszcie odważyłam się na wyhodowanie zakwasu, zabrałam sie do placuszkowej roboty. Niestety musiałam jakoś kombinować. A ponieważ nie jestem w żadnej mierze spacem od zakwasu, a wręcz przeciwnie jestem zupłenym laikiem, moja wresja jest daleko od oryginału. Nie bardzo wiedziałam jak się do tego zabrać. Bałam się dodawać do zakwasu jogurt i zostawiac na noc, bo spodziewałam się, że na takim jedzeniu zakwas urośnie jak oszlałay. Zorbiłam więc chyba nie do końca godną polecenia (o tym w przepisie). Powiem tylko, że namęczyłam się strasznie przy rozmieszaniu zakwasu (następnym razem musze wymyślić innym sposób), ale efekt był super. Placuszki wyszły pyszniutkie, znikły jak zwykle w przeciągu pół godziny. No a do tego moja prawie 4-latka świetnie mogła potrenować władaniem nożem i widelcem.
Składniki na zaczyn:: 7,5 dag mąki pszennej razowej 2 łyżki zakwasu żytniego 3 łyżki wody Wykonanie: Wszystkie składniki dokładnie wymieszać ręką (zaczyn będzie bardzo gęsty, aż za gęsty - trzeba to jakoś udoskonalić). Odstawiłam w misce przykrytej folią spożywczą na noc.
Składniki na ciasto: 7,5 dag mąki pszennej razowej 2 łyżeczki cukru 35 dag maślanki 2 łyżki oleju 2 jajka 1 łyżeczka esencji waniliowej szczypta soli truskawki (ja dałam taki zamrożone, zmiksowane)
Wykonanie: Cały zaczyn zalać maślanką i wymieszać dokładnie. U mnie trwało do dośc długo, bo z zaczynu zrobiło się dość gęste "ciasto" i miało skorupkę. Jednak po dokładnym wymieszaniu i namoknięciu wszystko wyglądało tak: Wmieszać mąkę, proszek, sól, cukier, olej, jajko i esencję. Wymieszać wszystko dokładnie łyżką. Odstawić na chwilkę. Na patelnię z rozgrzanym olejem wlewać po 1 łyżce ciasta i smażyć około 2minuty z jedenej i z drugiej strony (można smażyć też dowolne kształy w foremkach i wtedy dajemy ilość ciasta odpowiednią do zapełnienia foremki). Gotowe placuszki wyłożyć na ręcznik papierowy, żeby odsączyć tłuszcz. Podawać z truskawkami
czwartek, 05 listopada 2009
Rogaliki są wariacją na temat rogalików drożdżowych zaproponowanych przez Olciaky w ramach WC 14. Ponieważ wersja oryginalna strasznie samkowała rodzince postanowiłam zrobić je jeszcze raz ale tym razem z całej porcji. Niestety jak się okazało, nie miałam w domu wystarczająco dużo mąki pszennej, miałam za to dość dużo pszennej razowej. Eksperyment się udał, zdaje się z leszpym dla zdrowia skutkiem. A że moja mama przynisła z bazarku truskawki (tak tak, o tej porze roku i to po tylko 8 zł), rogaliki nadziałam truskawkami.
Składniki: 1 szkl. mleka 1/2 kostki masła 1/2 szkl. cukru 1/2 łyżeczki soli 1 łyżka suszonych drożdży 3 duże jajka 4 i 1/2 szkl. mąki ( ja dałam 2 szkl. mąki pszennej i 2 i 1/2 pszennej razowej) Do posmarowania: 3 łyżki stopionego masła Nadzienie: u mnie truskawki, ale może byc pełna dowolność
Wykonanie: Drożdże wsypać do małego naczynia, dodać troszkę mąki i cukru. Mleko podgrzać, aż będzie letnie i 1/4 szklanki zalać drożdże, dobrze wymieszać i zostawić , aż zaczyn zacznie się podnosić. Resztę (3/4 szklanki) mleka zagotować i dodać do niego masło i cukier. Odstawić do przestygnięcia. Następnie do miski wsypać mąkę, dodać rozczyn, mleko z masłem i cukrem, jajka , sól i wymieszać, aż utworzy się miękkie ciasto. Wyłożyć na stolnicę i wyrabiać dobre kilka minut, aż będzie gładkie i lśniące. Włożyć z powrotem do miski (ja włożyłam do naoliwionej) i zostawić do wyrośnięcia w ciepłym miejscu na około 1 godzinę , aż podwoi swoją objętość. Podzielić ciasto na 3 części, z każdej wywałkowac koło o średnicy 22 cm. Posmarować roztopionym masłem, podzielić na 8 trójkątów, nakładać po 1 łyżeczce nadzienia lub po 2, 3 kawałeczki owocówi zwijać ku środkowi rogaliki. Układać na natłuszczonej blasze , posmarować masłem, przykryć i zostawić do wyrośnięcia. Piec 8 - 10 minut, aż się zrumienią w temperaturze 200 st.C., wyjać z piekarnika i jeszcze gorące ponownie posmarować masłem. Zostawić do wystygnięcia. Ja dodatkowo posypałam je cukrem pudrem z dodatkiem kakao
wtorek, 03 listopada 2009
Pisałam już o placuszkach dyniowych na słodko. Teraz kolej na słono. Placuszki podejrzane u Maji i jak tylko je zobaczyłam, wiedziałam, że muszę i już. Miałam zamiar zrobić je w piątek na obiad, ale ze względu na dzieci, wygrały placuszki na słodko. Tę wersję zrobiłam głównie ze względu na siebie, a co mi też się coś należy w końcu. I jak dla mnie są lepsze od wersji na słodko, chociaż tamtej nic nie brakuje, nie zrozumcie mnie źle ;).
Składniki (ja robiłam z połowy porcji): 1 kg dyni Wykonanie: Dynie obrać, oczyścić z pestek. Miąższ pokroić w większe kawałki, oprószyć solą, odstawić na 30 min. Ser pokroić w kostkę.
poniedziałek, 02 listopada 2009
Przepis zobaczyłam u Majanki, a Majanka u Szarlotki. I całe szczęście, że tak się stało. Po pierwsze obiad piątkowy był "z głowy", a to co z niego zostało, zostało pochłonięte przez dzieci w piątek na kolację i resztka (ta, którą widać na zdjęciach) w sobotę na śniadanko przez moją małą niejadkę. Synio stwierdził, że to najlepsze placuszki jakie jadł w życiu :) A ponieważ placuszki jadłam i ja (a nie jadam od września mąki pszennej) zamieniłam zwykłą mąkę pszenną na taką razową i super. Musiałam tylko dodać jej trochę więcej bo moja dynia była dość wodnista i placuszki nie były zbyt łatwe w przewracaniu. Zdjęcia niestety są jakie są, ale aparat był w piątek poza domem, a w sobotę nie było juz za bardzo co fortografować - ale to chyba tylko rekomendacja dla placuszków.
Składniki na 20-30 szt.: Wykonanie: Białka z dodatkiem soli ubić na sztywną pianę. Dynię zetrzeć na grubych oczkach tarki (ja starłam na papkę). Miękkie masło utrzeć z cukrem, dodając stopniowo po jednym żółtku. Puszystą masę połączyć z dynią, przesianą mąką, wymieszać a następnie dodać pianę z białek i delikatnie wymieszać. Smażyć na niewielkiej ilości oleju, formując niewielkie placuszki i rumieniąc placki z obu stron. Posypać placuszki dowolnym dodatkiem i smacznego.
piątek, 30 października 2009
Rzutem na taśmę uda mi się dołączyć do Festiwalu Dyni zaproponowanego przez Beę. Nie chodzi o to, że dyni nie lubię, albo że nie wiedziałabym co zrobić. Ja po prostu NIGDZIE nie mogłam jej dostać. No i wreszcie wczoraj przy okazji zakupów w super-hiper zobaczyłam ogromne dynie :) Wprawdzie nie lubię kupować warzyw w takich sklepach, ale sami rozumiecie, że byłam już zdesperowana. Oczywiście od razu zabrałam się do pieczenia i smażenia. Jednym z moich dzieł są muffinki dyniowe z przepisu Jamiego. Zobaczyłam ten przepis jakieś 2, 3 tygodnie temu w kuchni TV i wiedziałam, że muszę i już. No i się nie pomyliłam - są przepyszne, wilgotne w środku, mięciusieńkie, chociaż jak dla mnie odrobinkę za słodkie, ale to przecież można zmienić.
Ilość na 12 muffinek (mi wyszło 24, o 5 cm spodach)
W momencie, kiedy muffinki znajdą się w piekarniku, zabierzcie się za robienie polewy. Do miski wsypcie większość skórki z klementynki (zostawiając szczyptę do posypania), całą skórkę i sok z cytryny. Dodajcie śmietanę, cukier puder i pesteczki wanilii i porządnie wymieszajcie. Spróbujcie i zastanówcie się, czy nie trzeba dodać więcej soku z cytryny lub cukru, aby wyważyć słodycz i kwaskowaty smak. Wstawcie polewę do lodówki, a kiedy babeczki ostygną, nałóżcie na każdą trochę polewy (tyle, żeby nie ściekała na boki). Posypcie muffinki kwiatkami lawendy lub płatkami różanymi, a babeczki zyskają bardziej interesujący smak i wygląd.
| ||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||