sto kolorów kuchni

Blog przeniesiony: http: stokolorowkuchni.blogspot.com

Bieganie

  • wtorek, 01 marca 2016
    • Tropem Wilczym - 28.02.2016

      28 lutego w całej Polsce odbyły się biegi upamiętniające żołnierzy wyklętych.  W Lublinie bieg odbywał się w Parku Saskim, na dwóch dystansach.  Pierwszy był krótszy - 1963 m (1963 r to data śmierci ostatniego z żołnierzy wyklętych), drugi to 3 pętle na tej samej trasie, czyli 5889 m.  Zarówno syn jak i ja wybraliśmy dłuższy dystans.

      Pogoda tego dnia nie dopisywała.  Padał lekki deszcz i było dość chłodno.  Wydawało mi się, że po ścieżki w parku będą przyjazne, ale jak się okazało na części z nich było straszne błoto i kałuże. Nie miałam też większych planów związanych z biegiem tym bardziej, że dzień wcześniej spadłam z krzesła i trochę się potłukłam. Planowałam po prostu pobiec w miarę równo, bez większego wysiłku.

      Na starcie syn ustawił się z przodu, a ja parę metrów za nim, koło Darka i Tomka.  Wystartowaliśmy o 12.  Bieg zaczynał się od podbiegu o długości ok 400 m. Potem to z górki, to pod górkę, w prawo, w lewo i tak na okrągło.  Lecieliśmy we trójkę, z Darkiem (jak poprzednie dwa biegi) i Tomkiem.  Pierwsze okrążenie dość spokojnie, bez nerwów pokonaliśmy w czasie nieco większym niż 10 minut.   Potem kolejne w 9 min 50 s.  W międzyczasie zobaczyłam gdzieś z przodu syna. Był sporo przede mną, a to dobrze wróżyło.  Na trzecim podbiegu chłopaki podobno poczuli niemoc, ale dalej biegliśmy we trójkę.  Wiedziałam, że nie jest źle, bo miałam jeszcze trochę siły, a najgorszy podbieg był już za nami.  Przed metą złapaliśmy się za ręce w wbiegliśmy razem z czasem netto 29:16.  Przed biegiem, gdzieś w głębi liczyłam na czas poniżej 30 minut, ale nie sądziłam, że się uda.  Udało się.  Kolejny raz okazało się, że bieganie  w towarzystwie to jest to.  Chłopaki bardzo dziękuję za wspólny bieg i polecam się na przyszłość.  Mam wrażenie, że w kupie jakoś mniej boli ;)

       

      12790972_974137629339254_4504344721853873146_nZdjęcie od TVP 3 Lublin

       

      run_helpersi2

       Zdjęcie od  Maraton Lubelski.

      Syn dobiegł dużo wcześniej, bo z czasem netto 24:11, jako 24 osoba.  Super, prawda?

      Po biegu kilka zdjęć z ekipą Run_Helpersów, kilka miłych rozmów i poszliśmy zobaczyć wyniki.  Okazało się, że syn dobiegł jako 7 w swojej kategorii.  Początkowo nie sprawdzałam mojego czasu, ale w końcu wróciłam i sprawdziłam.  Ku mojemu zaskoczeniu okazało się, że dobiegłam jako 9 kobieta i 4 w mojej kategorii wiekowej.  Ponieważ jedna z pań z mojej kategorii dobiegła jako trzecia ze wszystkich pań, ja stanęłam na podium w K30.  Nie mogłam w to uwierzyć.  Pierwszy raz.  Niesamowite wrażenie, mówię Wam.

       

      podium 

      Zdjęcie od Maraton Lubelski

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (5) Pokaż komentarze do wpisu „Tropem Wilczym - 28.02.2016”
      Tagi:
      brak
      Kategoria:
      Autor(ka):
      kabamaiga
      Czas publikacji:
      wtorek, 01 marca 2016 08:00
  • wtorek, 23 lutego 2016
    • City Trail - Lublin, 20.02.2016

      Piąty bieg z cyklu City Trail w Lublinie.  Dla nas szczególny.  Dla dzieciaków to był czwarty bieg, który oznacza zaliczenie cyklu.  Dla syna dodatkowo - czwarte zwycięstwo w swojej grupie, czyli zwycięstwo w generalce.  Dla matki najszybszy bieg w sezonie.  Najszybszy, ale nie najprzyjemniejszy.  Zaczynamy jednak od początku.

      IMG_0897

      W sobotę wiało od zalewu strasznie.  Wiało tak, że czasami odnosiliśmy wrażenie, że jest zimniej niż podczas styczniowej edycji, kiedy było ponad - 10 stopni.  Jak zwykle zaczęła córka.  Wystartowała mocno, z zacięciem na twarzy i z tym samym zacięciem (plus zmęczeniem) dobiegła do mety po 3 minutach 42 sekundach.  Na mecie brat wolontariusz wręczył lizaka, potem ciepła herbata i było już lepiej.

      Po 10 start najstarszej kategorii City Trail Junior.  Syn stanął na starcie i ruszyli.  Założenia były bardzo ambitne i przynajmniej w części udało się zrealizować.  Już po pierwszym okrążeniu widać było przewagę, która delikatnie zwiększała się z kolejnymi okrążeniami.  Metę minął jako pierwszy po 7 minutach 28 sekundach.  Chciałabym umieć tak szybko biegać ;)

      IMG_0919

      Tuż przed startem grupa Run Helpersów zrobiła sobie wspólne zdjęcie. Tak jak nocnej dyszce stanęłam koło Darka.  Włączyłam endo, ale GPS odmówił współpracy (przynajmniej przez pierwsze pół kilometra).  Ponieważ miałam biec koło Darka, nie wkładałam słuchawki do ucha. Polecieliśmy. Na pierwszym kilometrze usłyszałam u kogoś, że pierwszy kilometr poszedł w 4:43.  Już w tym momencie wiedziałam, że nie będzie dobrze.  To za szybko jak dla mnie na pierwszy kilometr.  Tak mogę biec ostatnie dwa, ale nie pierwszy.  Zmęczenie poczułam już mniej więcej w połowie drugiego kilometra.  Powiedziałam Darkowi, żeby dalej biegł sam, ale namówił mnie jeszcze na przyciśnięcie przez chociaż chwilę.  Chociaż prawda jest taka, że mam wrażenie, że to on zwolnił do mojego tempa.  Na trzecim, kiedy wybiegliśmy na drogę powrotną wiedziałam, że już nie dam rady i nie mogę go dłużej wstrzymywać.  Darek poleciał do przodu a ja okropnie zmęczona biegłam dalej. Opadłam zupełnie z sił i prawdę mówiąc przez chwilę zastanawiałam się czy nie stanąć.  Ale przecież to TYLKO 5 km, więc stanąć nie mogłam.  Mogłam za to odrobinę wolniej biec.  Nie wiedziałam jak wolno, ale było mi zupełnie wszystko jedno.  Mijali mnie kolejni biegacze, a ja wykrzywiałam twarz i głośno oddychałam.  Na około 500 m przed metą zobaczyłam plecy Asi.  Wiedziałam, że jej też jest ciężko.  Powoli dobiegłam do niej i biegłyśmy razem przez ostatnie 300 - 400 metrów.  Ku mojemu (i Asi) zdziwieniu wbiegłyśmy na metę z czasem brutto 25:07.  Uścisk na mecie, a ja nie mogłam w to uwierzyć.  Czas netto był 2 sekundy poniżej magicznych 25 minut.  Na tej trasie nie udało mi się to jeszcze i byłam przekonana, że nigdy mi się nie uda.  Darek zrobił życiówkę - czapki z głów, bo 24:15 na tych pagórkach to niezły wyczyn.  To był najcięższy bieg z całej serii, ale wynik zrekompensował wszystko. 

       

      IMG_0947

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (3) Pokaż komentarze do wpisu „City Trail - Lublin, 20.02.2016”
      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      kabamaiga
      Czas publikacji:
      wtorek, 23 lutego 2016 08:30
  • wtorek, 02 lutego 2016
    • Trzecia Dycha do Maratonu - 30.01.2016

      Moja pierwsza nocna dycha.  Trochę się obawiałam startu ze względu na lekkie ciągnięcie w nodze.  Po biegu City Trail, tydzień wcześniej, postanowiłam dać nodze się zregenerować i chyba na dobre to wyszło.  Ból przeszedł a i siły się odnalazły.  A może to nie siły, a wsparcie? 

      Ten bieg to był też debiut grupy Run_Helpersi.  Dzięki koledze udało mi się do grupy dołączyć i biegać nie tylko dla siebie, ale też dla dzieci ze Specjalnego Ośrodek Szkolno - Wychowawczego przy ul. Głuskiej w Lublinie. 

      run_helpersi

       

      Pierwszy raz na lubelskich biegach na starcie pojawiły się też strefy startowe.  Ustawiłam się zaraz za znaczkiem 50 min, koło kolegi z grupy.  Okazało się, że to był wspaniały pomysł.  Już po kilkuset metrach biegliśmy w tym samym tempie i co któreś przyspieszało, to drugie goniło.  Już na drugim kilometrze poczułam, że rozwiązuje mi się lewy but. Zerkałam co chwilę, ale sznurówki jakoś się trzymały. W okolicy 5 km dobiegliśmy do Joanny, z którą często mijałam się na biegach City Trail.  Od tej chwili biegliśmy już we trójkę. Przy Okopowej poczułam, że but długo nie wytrzyma.  Zatrzymałam się i w kilka sekund zawiązałam sznurówki.  Przyspieszyłam i za moment dobiegłam do Darka i Joanny.  Nigdy w życiu nie wiązałam tak szybko butów i mam nadzieję, że już nie będę musiała.  Przy punkcie z wodą spotkaliśmy kolegę Darka, który biegł pomimo choroby.  Na Skłodowskiej, gdzie zaczął się zbieg odstawiłyśmy trochę chłopaków.  Aśka krzyczała, że dam radę i mam gonić za nią i że mnie samej na trasie nie zostawi.  No to goniłam, długo goniłam.  Niestety na ostatnim kilometrze, na podbiegu na Zana poczułam, że nie dam rady już tak dalej ciągnąć.  Krzyknęłam do Asi, żeby biegła dalej sama, bo nie dam rady.  Poleciała i od tej chwili widziałam już tylko jej plecy.  Końcówka była trudna.  Na zakrętach przy Hali Globus widziałam jak wyprzedzają mnie kolejne osoby, ale nie miałam siły przyspieszyć (chociaż z wykresu na endo widać, że jednak przyspieszyłam, ale nie wystarczająco mocno).  Potem już wbieg na halę i zegar, który pokazywał czas 52:18.  Wiedziałam, że jest dobrze.  Wbiegłam kilka sekund za Aśką i kilka przed Darkiem. 

      Darek, Asia bardzo Wam dziękuję za wspólny bieg.  Bardzo, ale to bardzo mi to pomogło.  Endo twierdzi, że była życiówka na 10 km - 50:34.    Niestety nie ma jeszcze czasów netto od organizatora (ze względów technicznych).  Jednak z życiówką czy też bez, bieg był fantastyczny.

       

      3 dycha

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (12) Pokaż komentarze do wpisu „Trzecia Dycha do Maratonu - 30.01.2016”
      Tagi:
      brak
      Kategoria:
      Autor(ka):
      kabamaiga
      Czas publikacji:
      wtorek, 02 lutego 2016 08:00
  • wtorek, 26 stycznia 2016
    • City Trail - Lublin, 23.01.2016

      Na dworze około - 10, piękny śnieg, słońce i zamarznięty Zalew Zemborzycki (Ursa specjalnie dla Ciebie zdjęcie z wędkarzami).  W takich okolicznościach po raz 4 ścigaliśmy się na City Trail w Lublinie w tym sezonie.  Tym razem syn nie uczestniczył w wolontariacie z powodu balu, który czekał go tego dnia po południu, a córka nie mogła biegać z powody choroby.  

      Zalew zemborzycki

      Dojechałam z synem akurat w chwili gdy zaczynał się pierwszy bieg z serii juniorskiej.  Pomimo mrozu była spora grupa najmłodszych uczestników.   Kiedy odbieraliśmy swoje numery było tak zimno, że zamarzły długopisy i musieliśmy podpisać się ołówkami.  Mieliśmy chwilę czasu więc zrobiliśmy małą rozgrzewkę po trasie biegu kategorii D4.  Zaraz po 10 syn stanął na starcie.  Założenie było jedno - nie skręcić nogi przed balem (no i oczywiście wygrać ;) ).  Udało się jedno i drugie. To już trzecie jego zwycięstwo w tej serii.

      city_trail_styczen

      Podczas tego biegu podeszła do mnie czytelniczka bloga, Kramika, która swoimi komentarzami zmobilizowała mnie do napisania poprzedniej relacji z biegu.  Przemiła osoba.  Jej syn też brał udział w biegu i zajął 3 miejsce w swojej kategorii.  Gratulacje.

      Potem chwila przerwy przed biegiem głównym, więc w ramach rozgrzewki mała przebieżka z kolegą.  Było mi tak potwornie zimno, że zamarzł mi nos.  Miałam wrażenie, że zaraz mi odpadnie.  Obawiałam się, że jednak źle się ubrałam.   Zmarzły mi też ręce, ale tutaj poratował mnie syn.  Zamienił się ze mną rękawiczkami i było dobrze.  Na linii startu zobaczyłam biegacza w krótkich spodenkach. Wzbudzał ogólne zainteresowanie (a może raczej zdziwienie).  O 11 ruszyliśmy.  Nie pędziłam, bo wiedziałam, że pod śniegiem kryje się gdzieniegdzie lód oraz korzenie, mnóstwo korzeni.  Pierwszy kilometr w tempie około 5:45 (nie wiem dokładnie, bo włączyłam telefon chwilę przed startem), drugi trochę szybciej 5:40, a czwarty o dziwo 4:44.  Dawno nie przebiegłam kilometra w takim tempie.  Czas końcowy może nie zachwyca, ale wstydzić się nie ma czego: brutto 26:26, netto 26:14.  Tym sposobem cykl mam już zaliczony i to jakiej pięknej scenerii.

       

      zalew_zemborzycki_styczen_16

       

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (9) Pokaż komentarze do wpisu „City Trail - Lublin, 23.01.2016”
      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      kabamaiga
      Czas publikacji:
      wtorek, 26 stycznia 2016 08:00
  • piątek, 15 stycznia 2016
    • City Trail - Lublin, 19.12.2015

      Zaraz po biegu nie było kiedy, bo święta.  Potem pomyślałam, że nie będę może pisać kolejnych biegowych wpisów.  Jednak ostatnio dostałam kilka cudownych komentarzy od Kramiki.  Najpierw napisała: "Podziwiam autorkę bloga za bieganie. Ja biegałam w tamtym roku, w tym jakoś nie mogę się zmusić." Kilka dni później dodała: "Ale najlepsze jest to że biegałam dzisiaj!!!! 2,3 km ale po 6 m-cach nie-biegania suuuper się czuje! Dzięki!!! Za śledzie i tort!!"   Skoro ktoś jednak pobiegł po moich wpisach, to może warto?  No to zaczynamy, tym bardziej, że za tydzień kolejna edycja City Trail.

       IMG_0125

      Tym razem pojechaliśmy wszyscy wcześnie rano.  Chwilę po ósmej byliśmy już na miejscu.  Syn zaczął swój wolontariat, a ja z córką miałam czas na spacery i oglądanie otoczenia.   Odkryłyśmy, że niedaleko są przepiękne pawie.

      Przed 10 na starcie stanęła córka.  Pięknie przebiegła swoje 600 m z wielkim uśmiechem na twarzy.  Zameldowała się jako 4 z dziewczyn (na 4 biegnące, ale nie szkodzi, bo najistotniejszy jest ogromny uśmiech).  Na mecie dzieciaki dostały prezent od sponsora - śniadaniówkę, która jest codziennie pakowana do plecaka.

      Chwilę potem na linii startu pojawił się syn.  Konkurencja tym razem była większa.  Na końcówce pierwszego okrążenia syn poślizgnął się na mokrych liściach i przewrócił.  Szybko jednak się podniósł i pomimo stłuczonego kolana pobiegł dalej.  Adrenalina musiała nieźle działać, bo gnał jak szalony.  Czas nieco słabszy niż ostatnio, ale na finiszu przyspieszył nieźle pomimo tego, że i tak zwycięstwo było jego.

      IMG_0159

      Na koniec bieg główny - 5 km.  Muszę przyznać, że to był świetny bieg.  Nie chodzi o czas, bo ten był słabszy niż poprzednio, ale o to jak się czułam podczas biegu.  Endorfiny na najwyższym poziomie, sama przyjemność.  Na finiszu wyścig z współzawodniczką, przegrany o sekundę, przybita piątka i zakończyłam z przyzwoitym czasem 25:43 netto.    Teraz czekamy na 4 edycję.  Już za tydzień.

       

      12348004_916702358407123_6498398236720614154_nZdjęcie pochodzi ze strony organizatora

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (5) Pokaż komentarze do wpisu „City Trail - Lublin, 19.12.2015”
      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      kabamaiga
      Czas publikacji:
      piątek, 15 stycznia 2016 08:00
  • wtorek, 01 grudnia 2015
    • City Trail - 28.11.15

      Drugi bieg w tym sezonie z serii City Trail.  Tym razem startowaliśmy we trójkę.  Zaczęła córka w kategorii D2 na dystansie 600 m.  Byłyśmy chwilę wcześniej, ale znowu niewystarczająco wcześnie.  Ominął nas jednak bieg na start tak jak to było poprzednim razem.  Córa dała z siebie wszystko i pięknie dobiegła na metę nie dając się wyprzedzić na ostatnich metrach.  Pomimo tego, że była ostatnią dziewczyną obyło się bez płaczu, a skończyło się na super zabawie z koleżanką po biegu.  O to właśnie chodzi, prawda?

       

      IMG_9791

      Zaraz za córką biegł syn.  Najstarsza kategoria w City Trail Junior i dystans 2000 m.  Startowało tylko 6 osób - 2 dziewczyny i 4 chłopaków.  Syn dobiegł pierwszy.  Według oficjalnych wyników z czasem 7:15, dokładnie 30 s przed następnym zawodnikiem.  Na zdjęciach mamy nieco inne wyniki (7:12, a drugi zawodnik około 7:40), ale pomiar tutaj odbywa się nie przez czipy, a z kamerki.  Syn miał podwójne zadanie tego dnia, ponieważ poza biegiem od rana był na zawodach jako wolontariusz.  Po biegu szybko wrócił do swoich zadań.

       

      IMG_9846

      Po ostatnim biegu z serii junior przyszedł czas na bieg główny.  Tym razem wyznaczono dwie strefy startowe. Ustawiłam się tuż pod flagą z czasem 25 min.  Biegło mi się zdecydowanie lepiej niż poprzednim razem. Nastawiłam się na delikatny bieg, a nie na życiówki.  To nie czas i miejsce.  Wiedziałam tylko, że muszę dobrze zacząć, bo pierwszy kawałek trasy jest dość wąski, a nie lubię biec wolniej niż mogę.  Tak jak poprzednio biegłam na wyczucie.  Miałam przy sobie telefon, ale przez 5 km nie złapał sygnału GPS.  Jakoś mi to nie przeszkadzało.  W okolicy 4 km natknęłam się na dziewczynę, z którą wbiegałam na metę Drugiej Dychy.  Zamieniliśmy dwa słowa, ale miałam trochę za dużą zadyszkę na dłuższą konwersację.  Pod koniec trasy złapała mnie kolka, ale nie na tyle duża, żeby się zatrzymać.  Kilkaset metrów przed metą podbiegła do mnie córka i przebiegłyśmy razem kilkanaście metrów.  Na ostatniej prostej starałam się wykrzesać ostatnie siły i wyprzedzić panie, które akurat biegły.  Jednak okazało się, że panie miały większy zapas sił i nie dały się wyprzedzić.  Finisz był za to ładny.  Wpadłam na metę z wielkim uśmiechem i czasem brutto 25:17  (netto 25:01).  202 m-ce na 312.   Jeszcze kilka miesięcy temu, nie uwierzyłabym, że mogę w takim czasie przebiec 5 km w terenie.  Teraz czekamy na bieg grudniowy.  Oj będzie zimno, będzie.

       

      IMG_9908

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (3) Pokaż komentarze do wpisu „City Trail - 28.11.15”
      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      kabamaiga
      Czas publikacji:
      wtorek, 01 grudnia 2015 12:44
  • środa, 25 listopada 2015
    • Druga Dycha do Maratonu - 25.11.2015

      Kolejne świetne zawody.  Niesamowita atmosfera, cudowni kibice i wymagająca trasa.  Na bieg szłam z założeniem, że mam jakoś doczłapać do mety.  Nie szły mi treningi, nie miałam siły, w piątek coś mi "wlazło" w kolano.  Kiedy wychodziłam z domu, powiedziałam synowi, że chcę się zmieścić w godzinie.  On tylko się uśmiechnął i powiedział, że przed piątką  mówiłam podobnie.  Jak się okazało miał rację.

       

      12278897_433729720153227_2768811944858329308_n

       

      Dojechaliśmy odpowiednio wcześnie, wspólna rozgrzewka i ustawienie na starcie.  Znowu stanęłam gdzieś pod koniec, bo przecież nie będę szybko biegła. Wystrzał i po chwili już biegniemy.  Po pierwszym kilometrze okazało się, że biegnę trochę za szybko.  Nie dam rady utrzymać tempa w okolicy 5:00 przez 10 km.  Delikatnie zwolniłam, tym bardziej, że wiedziałam o czekającym za chwilę podbiegu na Jana Pawła II.  Tuż za 3 km na ulicy znaczek z maratonu obwieszczający 32 km.  Biegacz obok żartuje, że pomylił chyba biegi, bo on chciał w dyszce, a nie w maratonie.  Biegniemy dalej, delikatnie zaczyna mżyć, ale nie jest źle. Nareszcie podbieg na Jana Pawła i już wiem o czym wszyscy mówili.  Teraz na 3, 4 kilometrze nie jest źle, ale na 32 nie będzie łatwo.  Wiem to zbyt dobrze.  Skręt w Filaretów i jest wodopój.  Łykam przeraźliwie zimną wodę i gonię dalej.  Zaraz będzie już tylko z górki.  Tuż za zakrętem nabieram wiatru w żagle i przyspieszam.  Dobiegam do Politechniki i widzę, albo może raczej słyszę kibicującą Elę.  Wrzeszczę do niej, ona do mnie i czuję jak przybywa mi sił.  Gnam jeszcze szybciej. Zbieg Piłsudskiego to najszybszy kilometr na trasie.  Wiem, że już blisko, że wystarczy mi sił.  Potem podbieg na wiadukt i widać już Arenę.  Od tej chwili patrzę na dziewczyny przede mną.  Jeszcze tę jedną chociaż wyprzedzę i jeszcze tę.  Zakręcam na stadion i widzę syna.  Krzyczy głośno:  "Dawaj, dawaj, dasz radę.  Jest 51."  No to pędzę.  Już stadion i przede mną jeszcze jedna dziewczyna.  Tę też wyprzedzam, a moje głośne oddechy słychać chyba na całym stadionie.  Jest meta i jakimś cudem kolejna życiówka.  50 minut nie złamałam, ale nawet nie planowałam, na to trzeba jeszcze zapracować.  Jest 51,35 netto (brutto 52,52).  29 miejsce w kategorii wiekowej (na 108), 24 wśród mieszkanek Lublina (na 111), 65 na 260 wśród kobiet. Radość i duma ogromna.

      Potem już tylko grochówka, zdjęcie z medalem i odebranie okolicznościowego Buffa. Następna dycha będzie trudna.  Nie dość, że w styczniu (zimno), to jeszcze nocna (jeszcze zimnej).  Życiówki pewnie nie będzie, ale nie szkodzi.

       

      12294737_433721556820710_6050221609565736310_n

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (3) Pokaż komentarze do wpisu „Druga Dycha do Maratonu - 25.11.2015”
      Tagi:
      brak
      Kategoria:
      Autor(ka):
      kabamaiga
      Czas publikacji:
      środa, 25 listopada 2015 08:40
  • środa, 21 października 2015
    • Chęć na Pięć - 18.10.2015

      Pierwszy w tegorocznej edycji bieg na 5 km w Lublinie.  Tym razem startowaliśmy wspólnie z synem, który pięknie debiutował w takich biegach.

      Na dwa dni przed biegiem byliśmy wspólnie na Teście Coopera.  O ile on wspaniale poprawił swój czerwcowy wynik i przebiegł  2940 m, o tyle ja pobiegłam ponad 100 m gorzej niż poprzednio.  Rzutem na taśmę uzyskałam niby wynik bardzo dobry, ale pełni szczęścia nie było.  Dlatego też do niedzielnego biegu podchodziłam z rezerwą.  Głęboko w sercu marzyłam o wyniku w okolicach 25 minut, ale na głos mówiłam o złamaniu 26 minut, czyli oficjalnej życiówki z marcowej piątki.  O sierpniowej formie i nieoficjalnym wyniku 23.09 mogłam zapomnieć. 

      Trasa październikowej piątki była dość łatwa.  Start i meta miała miejsce przy otwartym kilka dni wcześniej Aqua Lublin. Nie było podbiegów, a to w Lublinie naprawdę jest rzadkość, były za to dwie pętelki i jedna nawrotka.

       

      ch_na_pi_1

       

      Stanęliśmy z synem na starcie i już po chwili widziałam tylko jego plecy.  Starałam się nie biec zbyt szybko gdyż bałam się, że nie wystarczy mi sił.  Endomondo włączyłam na prawie pół minuty przed startem, więc kiedy po pierwszym kilometrze usłyszałam czas 5:24 wiedziałam, że jest przyzwoicie.  Początkowo biegło mi się dość dobrze, robiło się coraz cieplej i powoli kończyłam pierwszą pętelkę.  Na nawrotce zobaczyłam syna, który mi pomachał i poleciał dalej.  Potem długo nie byłam w stanie wypatrzeć już jego koszulki. 

      Drugi kilometr z czasem 4:43 i zaczęłam czuć delikatne zmęczenie.  Tłumaczyłam sobie, że połowa już za mną, że tę trasę już znam i starałam się nie tracić prędkości.  Okazało się, że udało mi się to doskonale. Trzeci i czwarty kilometr niemalże identycznie - 4:47, 4:48.  Czułam już ogromne zmęczenie, ale wiedziałam też, że będzie dobrze.  Musiałam jedynie wytrzymać do końca. Tuż przed ostatnim zakrętem zobaczyłam koszulkę syna i widziałam jak pędzi do mety.  Ja nie miałam już sił na przyspieszenie na ostatniej prostej, ale kiedy zobaczyłam w oddali zegar i czas brutto buzia sama się uśmiechała. Kilka metrów przed metą przybiłam piątkę mojemu tacie i wiedziałam już, że się udało.  Brutto 24:14, co oznaczało, że jest oficjalna życiówka. 

      Oficjalnie wyniki netto:  syna 21:52 i 9 miejsce w kategorii (piękny debiut, prawda?), mój 23:56.

      Syn powiedział, że uwierzył w siebie po tym biegu.  Ja chyba w siebie też, bo w niego wierzyłam od początku.  Teraz ja czekam na listopadową dyszkę, a on na marcową piątkę (plus pewnie City Trail) i jednak będę trenować interwały, bo warto.  Naprawdę warto.

       

      ch_na_pi_2

       

      Zdjęcia autorstwa p. Dominiki Żurowicz, udostępnione za zgodą.

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (5) Pokaż komentarze do wpisu „Chęć na Pięć - 18.10.2015”
      Tagi:
      brak
      Kategoria:
      Autor(ka):
      kabamaiga
      Czas publikacji:
      środa, 21 października 2015 08:30
  • środa, 30 września 2015
    • City Trail - 26.09

      To był szalony dzień.  Wszystko było ładnie zaplanowane, ale plany to jedno a realizacja to drugie.  Od rana padał deszcz, okropny deszcz.  Trzeba było więc zawieźć syna na wolontariat samochodem, bo kilkunastokilometrowa jazda rowerem w taką pogodę mogła skończyć się tylko chorobą.  Pojechaliśmy na 8, ale przez prawie 50 minut szukaliśmy biura zawodów.  Tak to jest, jak się niezbyt dokładnie przeanalizuje mapkę i zapomni o jednym szczególne - okolice Kempingu Dąbrowa.  Kiedy już dotarliśmy miałam tylko 50 minut na ponowny dojazd do domu, zabranie córki i dotarcie z nią na linię mety. 

      Szybka jazda do domu a w międzyczasie telefony do chorego małżonka, żeby spakował dla mnie to co trzeba i wyszykował córę do startu.  Kiedy podjechałyśmy już we dwie na parking do startu kategorii D2 były tylko 2 minuty.  Szybki bieg na start (co oznaczało, że moja 9-latka zamiast 600 m pokona ich prawie drugie tyle), przypinanie numeru startowego (bardzo dziękuję jakiejś pani za podanie agrafek) i wystartowali.  Córa dobiegła na metę wykończona i niezbyt zadowolona.  Dlaczego?  Bo nie miała siły.  Moja wina, wiem.  Trzeba było to jakoś inaczej zaplanować. No nic poprawię się następnym razem. 

       

      12

       

      Kiedy trwały kolejne starty City Trail Junior, ja przebierałam się w ciuchy biegowe w samochodzie.  Nic fajnego, ale nie było wyjścia.  Deszcz lał nadal, chociaż już trochę mniejszy, córa trochę się nudziła, a ja stanęłam na linii startu.   Pierwsze metry dość ciasne, błoto, kałuże a ja zupełnie nie mogłam wbić się w swój rytm.  Z tego całego zamieszania nie miałam przy sobie telefonu, ani nawet zwykłego zegarka.  Biegłam na wyczucie, nie miałam pojęcia czy szybko (no dobrze wiedziałam, że nie), czy wolno.  Starałam się tylko nie przewrócić i nie skręcić kostki.  Na metę dobiegłam z czasem netto 26:29.  Szybko nie było, ale bieg znowu nauczył mnie pokory.  Jednak przełajówki w deszczu to coś innego niż bieganie po lasach przy ładnej pogodzie. 

      Czy mi się podobało?  Oczywiście, że tak.  Czy chcę jeszcze raz?  Oczywiście, że tak.  Powiem więcej.  Córze też się spodobało.  Po pierwszym zniechęceniu szybko zmieniła zdanie.  Spodobał jej się nie tylko bieg, ale też pomoc bratu przy wolontariacie.  Już odliczamy dni do kolejnej edycji.

       

       

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (3) Pokaż komentarze do wpisu „City Trail - 26.09”
      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      kabamaiga
      Czas publikacji:
      środa, 30 września 2015 08:30
  • czwartek, 24 września 2015
    • Pierwsza Dycha do maratonu

      W ubiegłą niedzielę, 20.09.2015 w Lublinie wystartował kolejny cykl biegów.  Była to moja pierwsza dycha w rodzinnym mieście i drugi bieg w ramach tego cyklu.  Poprzednio biegłam marcową Chęć na Pięć.

      Bieg zaczynał się i kończył w jednym z najbardziej znanych miejsc Lublina - pod samym zamkiem.  Sceneria piękna, ale od razu wiadomo było, że będą zbiegi i podbiegi po kocich łbach.  Przyznam, że trochę mnie to przerażało.  Nie bardzo wyobrażałam sobie finisz na takim terenie.   Ale od początku.

      Pogoda tego dnia nie dopisywała.  Od rana padał deszcz, a temperatura była w okolicach 15 stopni (to akurat dobrze).   Ponieważ na bieg zapisała się rekordowa liczba osób dość długo zajęło nam parkowanie.  Potem jeszcze długo szukałam namiotu Caritasu (postanowiłam połączyć moją dychę z biegiem Caritasu i zebrać kilka złotych dla dzieciaków.  Tutaj bardzo dziękuję moim sponsorom - mamie i Oli).  Efekt był taki, że nie miałam zbyt dużo czasu na rozgrzewkę, bo na tę grupową się najzwyczajniej spóźniłam.   Jednak postanowiłam się nie poddawać tym bardziej, że akurat nie padał deszcz.

      O 11 sygnał do startu i powolutku ruszyliśmy.  Zbieg z zamku był dość wąski, ludzi sporo co oznaczało, że o prawdziwym biegu można było zapomnieć.  Na szczęście tylko na kilkadziesiąt pierwszych metrów.

      pierwsza_dycha

       

      Potem już szło ładnie.  Trasa prosta, znana mi dobrze, chociaż nie z biegów a z przejażdżek rowerowych.  Już na drugim kilometrze zaczęło padać (genialnie spisała się czapka z daszkiem).  Na DDR przy Bystrzycy widziałam niegroźną kraksę między biegaczem i rowerzystą i  ucieszyłam, że słuchawkę mam tylko w jednym uchu.   Lubię biegać przy muzyce, ale w takim tłumie warto wiedzieć co się dzieje dookoła.

      Następnie czekał na nas niezbyt stromy, ale długi podbieg do ulicy Filaretów.  Nie zmęczył mnie za bardzo, chociaż tempo miałam nieco wolniejsze.  Zaraz za podbiegiem ostry zbieg na ulicę Głęboką.  Tutaj biegło mi się szybciutko i lekko.  Wiedziałam, że trzeba to wykorzystać bo za chwilę kolejny, tym razem ostrzejszy podbieg.  Właśnie na ulicy Sowińskiego z radością wspominałam moje wakacyjne podbiegi na 10 % chorwackiej górce.  Kiedy tutaj wydawało mi się, że jest ciężko, samo wspomnienie tamtej górki powodowało, że nogi biegły same.  Kiedy dobiegliśmy do KULu wiedziałam, że to jest moment na przyspieszenie - ostatni płaski fragment, przed brukowym finiszem.  Nie byłam szczególnie zmęczona, więc biegłam.  Teraz wiem, że jednak trochę zbyt zachowawczo, ale nic nie poradzę na to, że ja to jednak zbyt ostrożna jestem.  Deszcz lał się z nieba coraz bardziej, ale jakoś przestało mi to przeszkadzać.  Było nawet lepiej niż przy połówkowych upałach w czerwcu.  Na Starówce bałam się mokrych kocich łbów, ale nie było tak źle.  Kiedy ja biegłam, ludzi nie było za dużo i nikt pod nogi nie wchodził.  Tuż przed Bramą Grodzką wyprzedziła mnie jakaś dziewczyna.  Tak mnie to zdenerwowało, że ostro przyspieszyłam i do samej mety darłam już nieźle.  Na tyle szybko, że zauważył to nawet pan prowadzący ;) 

      Co mnie cieszy?  To, że nareszcie udało mi się pokonać drugą połowę szybciej niż pierwszą, że zachowałam siły na ładny finisz i że zrobiłam życiówkę.  Jak dla mnie czas  netto 53:26 jest wymarzony, szczególnie w tych warunkach i na takiej trasie.

       

      pierwsza_dycha_3

       

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (4) Pokaż komentarze do wpisu „Pierwsza Dycha do maratonu”
      Tagi:
      brak
      Kategoria:
      Autor(ka):
      kabamaiga
      Czas publikacji:
      czwartek, 24 września 2015 08:30

Kalendarz

Listopad 2017

Pn Wt Śr Cz Pt So Nd
    1 2 3 4 5
6 7 8 9 10 11 12
13 14 15 16 17 18 19
20 21 22 23 24 25 26
27 28 29 30      

Wyszukiwarka

Kanał informacyjny

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...
Wszystkie zdjęcia są moją własnością. Kopiowanie i umieszczanie w innych miejscach jest odpłatne.




Kontakt: kabamaiga@gmail.com


Teraz w kuchni


Można mnie tutaj znaleźć

Durszlak.pl

Mikser Kulinarny - blogi kulinarne i wyszukiwarka przepisów

Top Blogi

Smaczneblogi.pl