sto kolorów kuchni

Blog przeniesiony: http: stokolorowkuchni.blogspot.com

Wpisy otagowane „city trail”

  • wtorek, 23 lutego 2016
    • City Trail - Lublin, 20.02.2016

      Piąty bieg z cyklu City Trail w Lublinie.  Dla nas szczególny.  Dla dzieciaków to był czwarty bieg, który oznacza zaliczenie cyklu.  Dla syna dodatkowo - czwarte zwycięstwo w swojej grupie, czyli zwycięstwo w generalce.  Dla matki najszybszy bieg w sezonie.  Najszybszy, ale nie najprzyjemniejszy.  Zaczynamy jednak od początku.

      IMG_0897

      W sobotę wiało od zalewu strasznie.  Wiało tak, że czasami odnosiliśmy wrażenie, że jest zimniej niż podczas styczniowej edycji, kiedy było ponad - 10 stopni.  Jak zwykle zaczęła córka.  Wystartowała mocno, z zacięciem na twarzy i z tym samym zacięciem (plus zmęczeniem) dobiegła do mety po 3 minutach 42 sekundach.  Na mecie brat wolontariusz wręczył lizaka, potem ciepła herbata i było już lepiej.

      Po 10 start najstarszej kategorii City Trail Junior.  Syn stanął na starcie i ruszyli.  Założenia były bardzo ambitne i przynajmniej w części udało się zrealizować.  Już po pierwszym okrążeniu widać było przewagę, która delikatnie zwiększała się z kolejnymi okrążeniami.  Metę minął jako pierwszy po 7 minutach 28 sekundach.  Chciałabym umieć tak szybko biegać ;)

      IMG_0919

      Tuż przed startem grupa Run Helpersów zrobiła sobie wspólne zdjęcie. Tak jak nocnej dyszce stanęłam koło Darka.  Włączyłam endo, ale GPS odmówił współpracy (przynajmniej przez pierwsze pół kilometra).  Ponieważ miałam biec koło Darka, nie wkładałam słuchawki do ucha. Polecieliśmy. Na pierwszym kilometrze usłyszałam u kogoś, że pierwszy kilometr poszedł w 4:43.  Już w tym momencie wiedziałam, że nie będzie dobrze.  To za szybko jak dla mnie na pierwszy kilometr.  Tak mogę biec ostatnie dwa, ale nie pierwszy.  Zmęczenie poczułam już mniej więcej w połowie drugiego kilometra.  Powiedziałam Darkowi, żeby dalej biegł sam, ale namówił mnie jeszcze na przyciśnięcie przez chociaż chwilę.  Chociaż prawda jest taka, że mam wrażenie, że to on zwolnił do mojego tempa.  Na trzecim, kiedy wybiegliśmy na drogę powrotną wiedziałam, że już nie dam rady i nie mogę go dłużej wstrzymywać.  Darek poleciał do przodu a ja okropnie zmęczona biegłam dalej. Opadłam zupełnie z sił i prawdę mówiąc przez chwilę zastanawiałam się czy nie stanąć.  Ale przecież to TYLKO 5 km, więc stanąć nie mogłam.  Mogłam za to odrobinę wolniej biec.  Nie wiedziałam jak wolno, ale było mi zupełnie wszystko jedno.  Mijali mnie kolejni biegacze, a ja wykrzywiałam twarz i głośno oddychałam.  Na około 500 m przed metą zobaczyłam plecy Asi.  Wiedziałam, że jej też jest ciężko.  Powoli dobiegłam do niej i biegłyśmy razem przez ostatnie 300 - 400 metrów.  Ku mojemu (i Asi) zdziwieniu wbiegłyśmy na metę z czasem brutto 25:07.  Uścisk na mecie, a ja nie mogłam w to uwierzyć.  Czas netto był 2 sekundy poniżej magicznych 25 minut.  Na tej trasie nie udało mi się to jeszcze i byłam przekonana, że nigdy mi się nie uda.  Darek zrobił życiówkę - czapki z głów, bo 24:15 na tych pagórkach to niezły wyczyn.  To był najcięższy bieg z całej serii, ale wynik zrekompensował wszystko. 

       

      IMG_0947

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (3) Pokaż komentarze do wpisu „City Trail - Lublin, 20.02.2016”
      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      kabamaiga
      Czas publikacji:
      wtorek, 23 lutego 2016 08:30
  • wtorek, 26 stycznia 2016
    • City Trail - Lublin, 23.01.2016

      Na dworze około - 10, piękny śnieg, słońce i zamarznięty Zalew Zemborzycki (Ursa specjalnie dla Ciebie zdjęcie z wędkarzami).  W takich okolicznościach po raz 4 ścigaliśmy się na City Trail w Lublinie w tym sezonie.  Tym razem syn nie uczestniczył w wolontariacie z powodu balu, który czekał go tego dnia po południu, a córka nie mogła biegać z powody choroby.  

      Zalew zemborzycki

      Dojechałam z synem akurat w chwili gdy zaczynał się pierwszy bieg z serii juniorskiej.  Pomimo mrozu była spora grupa najmłodszych uczestników.   Kiedy odbieraliśmy swoje numery było tak zimno, że zamarzły długopisy i musieliśmy podpisać się ołówkami.  Mieliśmy chwilę czasu więc zrobiliśmy małą rozgrzewkę po trasie biegu kategorii D4.  Zaraz po 10 syn stanął na starcie.  Założenie było jedno - nie skręcić nogi przed balem (no i oczywiście wygrać ;) ).  Udało się jedno i drugie. To już trzecie jego zwycięstwo w tej serii.

      city_trail_styczen

      Podczas tego biegu podeszła do mnie czytelniczka bloga, Kramika, która swoimi komentarzami zmobilizowała mnie do napisania poprzedniej relacji z biegu.  Przemiła osoba.  Jej syn też brał udział w biegu i zajął 3 miejsce w swojej kategorii.  Gratulacje.

      Potem chwila przerwy przed biegiem głównym, więc w ramach rozgrzewki mała przebieżka z kolegą.  Było mi tak potwornie zimno, że zamarzł mi nos.  Miałam wrażenie, że zaraz mi odpadnie.  Obawiałam się, że jednak źle się ubrałam.   Zmarzły mi też ręce, ale tutaj poratował mnie syn.  Zamienił się ze mną rękawiczkami i było dobrze.  Na linii startu zobaczyłam biegacza w krótkich spodenkach. Wzbudzał ogólne zainteresowanie (a może raczej zdziwienie).  O 11 ruszyliśmy.  Nie pędziłam, bo wiedziałam, że pod śniegiem kryje się gdzieniegdzie lód oraz korzenie, mnóstwo korzeni.  Pierwszy kilometr w tempie około 5:45 (nie wiem dokładnie, bo włączyłam telefon chwilę przed startem), drugi trochę szybciej 5:40, a czwarty o dziwo 4:44.  Dawno nie przebiegłam kilometra w takim tempie.  Czas końcowy może nie zachwyca, ale wstydzić się nie ma czego: brutto 26:26, netto 26:14.  Tym sposobem cykl mam już zaliczony i to jakiej pięknej scenerii.

       

      zalew_zemborzycki_styczen_16

       

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (9) Pokaż komentarze do wpisu „City Trail - Lublin, 23.01.2016”
      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      kabamaiga
      Czas publikacji:
      wtorek, 26 stycznia 2016 08:00
  • piątek, 15 stycznia 2016
    • City Trail - Lublin, 19.12.2015

      Zaraz po biegu nie było kiedy, bo święta.  Potem pomyślałam, że nie będę może pisać kolejnych biegowych wpisów.  Jednak ostatnio dostałam kilka cudownych komentarzy od Kramiki.  Najpierw napisała: "Podziwiam autorkę bloga za bieganie. Ja biegałam w tamtym roku, w tym jakoś nie mogę się zmusić." Kilka dni później dodała: "Ale najlepsze jest to że biegałam dzisiaj!!!! 2,3 km ale po 6 m-cach nie-biegania suuuper się czuje! Dzięki!!! Za śledzie i tort!!"   Skoro ktoś jednak pobiegł po moich wpisach, to może warto?  No to zaczynamy, tym bardziej, że za tydzień kolejna edycja City Trail.

       IMG_0125

      Tym razem pojechaliśmy wszyscy wcześnie rano.  Chwilę po ósmej byliśmy już na miejscu.  Syn zaczął swój wolontariat, a ja z córką miałam czas na spacery i oglądanie otoczenia.   Odkryłyśmy, że niedaleko są przepiękne pawie.

      Przed 10 na starcie stanęła córka.  Pięknie przebiegła swoje 600 m z wielkim uśmiechem na twarzy.  Zameldowała się jako 4 z dziewczyn (na 4 biegnące, ale nie szkodzi, bo najistotniejszy jest ogromny uśmiech).  Na mecie dzieciaki dostały prezent od sponsora - śniadaniówkę, która jest codziennie pakowana do plecaka.

      Chwilę potem na linii startu pojawił się syn.  Konkurencja tym razem była większa.  Na końcówce pierwszego okrążenia syn poślizgnął się na mokrych liściach i przewrócił.  Szybko jednak się podniósł i pomimo stłuczonego kolana pobiegł dalej.  Adrenalina musiała nieźle działać, bo gnał jak szalony.  Czas nieco słabszy niż ostatnio, ale na finiszu przyspieszył nieźle pomimo tego, że i tak zwycięstwo było jego.

      IMG_0159

      Na koniec bieg główny - 5 km.  Muszę przyznać, że to był świetny bieg.  Nie chodzi o czas, bo ten był słabszy niż poprzednio, ale o to jak się czułam podczas biegu.  Endorfiny na najwyższym poziomie, sama przyjemność.  Na finiszu wyścig z współzawodniczką, przegrany o sekundę, przybita piątka i zakończyłam z przyzwoitym czasem 25:43 netto.    Teraz czekamy na 4 edycję.  Już za tydzień.

       

      12348004_916702358407123_6498398236720614154_nZdjęcie pochodzi ze strony organizatora

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (5) Pokaż komentarze do wpisu „City Trail - Lublin, 19.12.2015”
      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      kabamaiga
      Czas publikacji:
      piątek, 15 stycznia 2016 08:00
  • wtorek, 01 grudnia 2015
    • City Trail - 28.11.15

      Drugi bieg w tym sezonie z serii City Trail.  Tym razem startowaliśmy we trójkę.  Zaczęła córka w kategorii D2 na dystansie 600 m.  Byłyśmy chwilę wcześniej, ale znowu niewystarczająco wcześnie.  Ominął nas jednak bieg na start tak jak to było poprzednim razem.  Córa dała z siebie wszystko i pięknie dobiegła na metę nie dając się wyprzedzić na ostatnich metrach.  Pomimo tego, że była ostatnią dziewczyną obyło się bez płaczu, a skończyło się na super zabawie z koleżanką po biegu.  O to właśnie chodzi, prawda?

       

      IMG_9791

      Zaraz za córką biegł syn.  Najstarsza kategoria w City Trail Junior i dystans 2000 m.  Startowało tylko 6 osób - 2 dziewczyny i 4 chłopaków.  Syn dobiegł pierwszy.  Według oficjalnych wyników z czasem 7:15, dokładnie 30 s przed następnym zawodnikiem.  Na zdjęciach mamy nieco inne wyniki (7:12, a drugi zawodnik około 7:40), ale pomiar tutaj odbywa się nie przez czipy, a z kamerki.  Syn miał podwójne zadanie tego dnia, ponieważ poza biegiem od rana był na zawodach jako wolontariusz.  Po biegu szybko wrócił do swoich zadań.

       

      IMG_9846

      Po ostatnim biegu z serii junior przyszedł czas na bieg główny.  Tym razem wyznaczono dwie strefy startowe. Ustawiłam się tuż pod flagą z czasem 25 min.  Biegło mi się zdecydowanie lepiej niż poprzednim razem. Nastawiłam się na delikatny bieg, a nie na życiówki.  To nie czas i miejsce.  Wiedziałam tylko, że muszę dobrze zacząć, bo pierwszy kawałek trasy jest dość wąski, a nie lubię biec wolniej niż mogę.  Tak jak poprzednio biegłam na wyczucie.  Miałam przy sobie telefon, ale przez 5 km nie złapał sygnału GPS.  Jakoś mi to nie przeszkadzało.  W okolicy 4 km natknęłam się na dziewczynę, z którą wbiegałam na metę Drugiej Dychy.  Zamieniliśmy dwa słowa, ale miałam trochę za dużą zadyszkę na dłuższą konwersację.  Pod koniec trasy złapała mnie kolka, ale nie na tyle duża, żeby się zatrzymać.  Kilkaset metrów przed metą podbiegła do mnie córka i przebiegłyśmy razem kilkanaście metrów.  Na ostatniej prostej starałam się wykrzesać ostatnie siły i wyprzedzić panie, które akurat biegły.  Jednak okazało się, że panie miały większy zapas sił i nie dały się wyprzedzić.  Finisz był za to ładny.  Wpadłam na metę z wielkim uśmiechem i czasem brutto 25:17  (netto 25:01).  202 m-ce na 312.   Jeszcze kilka miesięcy temu, nie uwierzyłabym, że mogę w takim czasie przebiec 5 km w terenie.  Teraz czekamy na bieg grudniowy.  Oj będzie zimno, będzie.

       

      IMG_9908

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (3) Pokaż komentarze do wpisu „City Trail - 28.11.15”
      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      kabamaiga
      Czas publikacji:
      wtorek, 01 grudnia 2015 12:44
  • środa, 30 września 2015
    • City Trail - 26.09

      To był szalony dzień.  Wszystko było ładnie zaplanowane, ale plany to jedno a realizacja to drugie.  Od rana padał deszcz, okropny deszcz.  Trzeba było więc zawieźć syna na wolontariat samochodem, bo kilkunastokilometrowa jazda rowerem w taką pogodę mogła skończyć się tylko chorobą.  Pojechaliśmy na 8, ale przez prawie 50 minut szukaliśmy biura zawodów.  Tak to jest, jak się niezbyt dokładnie przeanalizuje mapkę i zapomni o jednym szczególne - okolice Kempingu Dąbrowa.  Kiedy już dotarliśmy miałam tylko 50 minut na ponowny dojazd do domu, zabranie córki i dotarcie z nią na linię mety. 

      Szybka jazda do domu a w międzyczasie telefony do chorego małżonka, żeby spakował dla mnie to co trzeba i wyszykował córę do startu.  Kiedy podjechałyśmy już we dwie na parking do startu kategorii D2 były tylko 2 minuty.  Szybki bieg na start (co oznaczało, że moja 9-latka zamiast 600 m pokona ich prawie drugie tyle), przypinanie numeru startowego (bardzo dziękuję jakiejś pani za podanie agrafek) i wystartowali.  Córa dobiegła na metę wykończona i niezbyt zadowolona.  Dlaczego?  Bo nie miała siły.  Moja wina, wiem.  Trzeba było to jakoś inaczej zaplanować. No nic poprawię się następnym razem. 

       

      12

       

      Kiedy trwały kolejne starty City Trail Junior, ja przebierałam się w ciuchy biegowe w samochodzie.  Nic fajnego, ale nie było wyjścia.  Deszcz lał nadal, chociaż już trochę mniejszy, córa trochę się nudziła, a ja stanęłam na linii startu.   Pierwsze metry dość ciasne, błoto, kałuże a ja zupełnie nie mogłam wbić się w swój rytm.  Z tego całego zamieszania nie miałam przy sobie telefonu, ani nawet zwykłego zegarka.  Biegłam na wyczucie, nie miałam pojęcia czy szybko (no dobrze wiedziałam, że nie), czy wolno.  Starałam się tylko nie przewrócić i nie skręcić kostki.  Na metę dobiegłam z czasem netto 26:29.  Szybko nie było, ale bieg znowu nauczył mnie pokory.  Jednak przełajówki w deszczu to coś innego niż bieganie po lasach przy ładnej pogodzie. 

      Czy mi się podobało?  Oczywiście, że tak.  Czy chcę jeszcze raz?  Oczywiście, że tak.  Powiem więcej.  Córze też się spodobało.  Po pierwszym zniechęceniu szybko zmieniła zdanie.  Spodobał jej się nie tylko bieg, ale też pomoc bratu przy wolontariacie.  Już odliczamy dni do kolejnej edycji.

       

       

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (3) Pokaż komentarze do wpisu „City Trail - 26.09”
      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      kabamaiga
      Czas publikacji:
      środa, 30 września 2015 08:30

Kalendarz

Październik 2017

Pn Wt Śr Cz Pt So Nd
            1
2 3 4 5 6 7 8
9 10 11 12 13 14 15
16 17 18 19 20 21 22
23 24 25 26 27 28 29
30 31          

Wyszukiwarka

Kanał informacyjny

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...
Wszystkie zdjęcia są moją własnością. Kopiowanie i umieszczanie w innych miejscach jest odpłatne.




Kontakt: kabamaiga@gmail.com


Teraz w kuchni


Można mnie tutaj znaleźć

Durszlak.pl

Mikser Kulinarny - blogi kulinarne i wyszukiwarka przepisów

Top Blogi

Smaczneblogi.pl