Ostatnie wpisy
Zakładki:
Spis treści
Sto Kolorów Kuchni w mediach
To mnie inspiruje
Zaglądam
Tagi
kabamaiga@gmail.com ![]() ![]() ![]() ![]()
|
Wpisy z tagiem: orzechy
środa, 28 marca 2012
Oto ciasto, które zrobiłam dla mojego syna, na szkolny konkurs o Grecji. Nie wiem jak smakowało, wiem tylko, że po skończonym konkursie z ciasta nie zostało nic. Pomysł na ciasto podsunęła mi Karolina, a przepis pochodzi z książki Gordona Ramsay'a (ja cytuję za Agnieszką).
Składniki:
Wykonanie:
Rozgrzej piekarnik do 190°C. Wysmaruj masłem boki i dno tortownicy o średnicy 23 cm (u mnie 24 cm), najlepiej z ruchomym dnem.
piątek, 23 marca 2012
Rok temu robiłam wersję waniliową. Teraz postanowiłam przerobić ją na wersję czekoladową. Nie wiem która jest lepsza, ale wiem, że takie słodkości na Wielkanoc uwielbiam.
Składniki:
Składniki na sos czekoladowy:
Wykonanie: Mleko zagotować. W między czasie wymieszać śmietanę z jajkami. Gdy mleko zacznie się gotować powoli wlewać masę jajeczną cały czas mieszając. Gotować jeszcze kilka minut, aż białko się zetnie i twaróg oddzieli od serwatki. Na sitko wyłożyć gazę. Wylać na nią twaróg i dokładnie odcedzić. Twaróg ostudzić. Masło ucierać z cukrem, który dodajemy stopniowo. Ucieramy, aż masło będzie gładkie. Po jednej łyżce dodajemy ostudzony twaróg i nadal ucieramy. Kiedy cały twaróg już będzie dodany i utarty z masłem dodajemy posiekane migdały i startą czekoladę i mieszamy. Formę (u mnie 2 małe foremki) wykładamy folią. Wkładamy masę i od góy też przykrywamy folią. Masę trzeba obciążyć (ja postawiłam na foremkach słoki dżemu) i schładzać w lodówce przez kilkanaście godzin. Przygotowujemy polewę czekoladową. Czekoladę i śmietanę podgrzewamy, aż do rozpuszczenia czekolady. Ubijamy do uzyskania lśniącej i jednolitej masy. Paschę wyjmujemy z foremek, stawiamy na talerzu i polewamy polewą czekoladową.
czwartek, 08 marca 2012
Bardzo, ale to bardzo orzechowy (chociaż pewne osoby tego nie zauważyły jedząc). Jak dla mnie idealny do pleśniowego sera, chociaż nie tylko. Przepis od Mistrza Hamelman'a.
Składniki na zaczyn:
Składniki na ciasto właściwe:
Wykonanie: Wszystkie składniki na zaczyn wymieszać, przykryć miskę i odstawić na 14 - 16 godzin w 21 stopniach. Następnie wymieszać składniki na ciasto właściwe, poza orzechami. Wyrabiać w robocie na 1 prędkości przez 3 minuty, a potem na 2 prędkości przez 3-4 minuty. Na tym etapie powinien rozwinąć się umiarkowany gluten. Dodać orzechy i wymieszać na 1 prędkości. tylko do momentu, kiedy równomiernie rozłożą się w cieście. Pożądana temperatura ciasta to 26-27 stopni. Przełożyć do miski i odstawić do przefermentowania na 1 godzinę. Podzielić ciasto na 2 części i z każdej uformować okrągły lub podłużny bochenek. Ostatnia fermentacja powinna trwać 50-60 minut w temperaturze 26-27 stopni (ja postawiłam ciasto przy kaloryferze). Pieczemy z parą w 235-240 stopniach przez 15 minut, potem zmniejszamy temperaturę do 225 stopni i pieczemy kolejne 20-25 minut.
środa, 29 lutego 2012
Słoik do granoli od dawna świecił pustkami. No może nie całkiem, bo na pewien czas zadomowiła się w nim bułka tarta. Co jakiś czas kupowałam płatki z myślą o granoli, ale jakoś nie wychodziło. Na szczęście się zmobilizowałam. Powody do mobilizacji były przynajmniej 3. Dostałam od teścia worek obranych orzechów włoskich, od pewnej przemiłej rodzinki dostaliśmy pudło jabłek, no i Jola pokazała swoją pierwszą granolę.
Składniki:
Wykonanie: Rozgrzać piekarnik do 170 stopni. Wszystkie suche składniki wymieszać w dużej misce. Dodać olej, miód i sok z jabłek. Wymieszać. Wyłożyć na blachę i piec około 60 minut (jeśli robimy z połowy porcji piec 40 minut). Granolę mieszać kilka razy podczas pieczenia, co około 15-20 minut. Po upieczeniu zostawić granolę w otwartym piekarniku, czekać aż wystygnie. Przełożyć do słoja lub innego pojemnika.
sobota, 18 lutego 2012
Po 3 średnio udanych próbach, miałam już dać sobie spokój. Zapomniałam jednak schować białka, więc nie było wyjścia. Spróbowałam 4 raz i wreszcie sukces. Może nie przez duże "S", ale jednak. Wszystkie, co do jednego, makaroniki odkleiły się od papieru. Duża część miała też stopkę. Wprawdzie wierzch nie taki jak być powinien, ale trudno. Mogę to zwalić na użytą końcówkę (rozeta), ba ta odpowiednia gdzieś się zapodziała. Myślę jednak, że zamieszałam o te 3 - 4 razy za mało. Makaroniki na podstawie przepisu Viri (proporcję zaczerpnięte od Małgosi, bo akurat miałam 100 g białek).
Składniki na ciasteczka:
Składniki na krem :
Wykonanie:
Przygotować makaroniki: Białka ubić na średnio sztywno, dodać 35g cukru pudru i ubić maksymalnie. 135g cukru pudru przesiać z mąką migdałową i kakao. Wmieszać sypkie składniki do białek. Przełożyć do rękawa cukierniczego, wycisnąć równe krążki na blachę wyłożoną pergaminem (lepiej matą teflonową, gdyż z niej wygodniej się odklejają makaroniki po upieczeniu). Blachą należy delikatnie, ale stanowczo uderzyć o miękką powierzchnię, najlepsze jest do tego łóżko lub tapczan, by masa równomiernie się rozłożyła, a ewentualne czubeczki pochowały. Ciasteczka można posypać czymś (np. sproszkowanymi owocami, drobno zmielonymi, lub drobno zmieloną kawą). Potem odkładamy blachy na ok. 30 minut (moje stały prawie godzinę), by makaroniki podeschły i utworzyła się na nich cienka skorupka (będzie można bez przyklejenia dotknąć je delikatnie palcem). Piec w 140 stopniach przez ok. 12-15 minut. Czas pieczenia w każdym piekarniku może być różny. Makaroniki nie powinny się zbrązowieć!
Przygotować krem ganache: Na małym ogniu podgrzewać śmietankę i czekoladę, oraz startą skórkę, cały czas mieszając. Ubijać, aż krem stanie się lśniący. Ostudzone makaroniki przekładać kremem i podawać.
wtorek, 07 lutego 2012
Jest cieniutki, bo miałam tylko pół kilograma sera i stanowczo za duże foremki. Za długo go też piekłam, dlatego wierzch mocno brązowy. Mimo wszystko jednak smakował. Część dałam rodzicom, i wiem, że mama nie miała już czego próbować, bo tacie posmakował. Drugą część zawiozłam do przyjaciół. Mam nadzieję, że tam też znikł. Składniki:
Wykonanie: Wszystkie składniki (o temperaturze pokojowej) zmiksować. Następnie wylać do jak najmniejszej blachy, wyłożonej papierem do pieczenia. Pieczemy w 180 stopniach około 35-45 minut (w zależności od wielkości foremki). Możemy ciasto przykryć z wierzchu, aby sernik nie brązowiał.
Składniki na sos:
Wykonanie: Maliny i cukier miksujemy. Podgrzewamy chwilę w garnku. Możemy przetrzeć przez sito. Mąkę ziemniaczaną zalewamy 1 łyżeczką wody i mieszamy. Dodajemy do ciepłego sosu, mieszamy i zagotowujemy. Sos studzimy przed polaniem.
środa, 25 stycznia 2012
Wczoraj mieliśmy przemiłych gości. Odwiedziła nas Ola razem z córeczkami. Ponieważ cały dzień spędziłam w pracy, musiałam wymyślić coś szybkiego. A czy może być coś szybszego niż muffiny? Dodatkowo posypałam je resztką kruszonki, która została po ostatnim deserze. Składniki:
Wykonanie: Rozgrzać piekarnik do 200C i wyłożyć formę papierkami do muffinków. Odmierzyć suche składniki do miski, wymieszać. Wlać wszystkie płynne składniki do drugiej miski i wymieszać. Dodać starte na grubej tarce jabłko. Zmieszać wszystko razem (niezbyt dokładnie). Ciasto przełożyć do foremek. Każdą muffinkę posypać odrobiną kruszonki. Piec przez około 20 - 25 minut.
poniedziałek, 23 stycznia 2012
Leniwy obiad, wyjęty z zamrażarki (nie, nie gotowce, a to, czego wcześniej było w nadmiarze), leniwa niedziela. I nagle pytanie "A co z deserem? Zaraz tam napiszę w komentarzach, że się u blogerki najeść nie można. Co robimy? Kruszonkę?" "A co mamy?" Oto rezultat i przegląd zawartości szafek i lodówki. Dzisiaj bez proporcji. Owoce można dodać w ilości dowolnej, po dokładne proporcje do kruszonki zapraszam tutaj. Składniki:
Wykonanie:
Jabłka obrać, pokroić na mniejsze kawałki, delikatnie poddusić na patelni. Wymieszać następnie z żurawiną. Wyłożyć do naczynia. Banany pokroić na plasterki. Wyłożyć na jabłka i skropić sokiem z cytryny, żeby nie ciemniały. Wyłożyć mandarynki podzielona na segmenty. Przygotować kruszonkę. Mąkę i płatki wyrobić palcami z zimnym masłem. Dodać posiekane orzechy i cukier. Wymieszać. Gotową kruszonką posypać owoce. Piec około 20 minut w 200 stopniach.
sobota, 31 grudnia 2011
Znowu wspaniałe spotkanie, zupełnie jak za studenckich czasów. A, że za ścianką szóstka dzieci? To tylko znak czasu. Zresztą one też się dogadywały wspaniale. Szkoda tylko, że w tym składzie tak rzadko udaje się spotkać. Na deser było brownie. Mocno pomarańczowe, troszkę za bardzo wysuszone, ale trudno. Oryginalny przepis pochodzi z Kuchni, a ja go podpatrzyłam u Viri. Postanowiłam jednak delikatnie go zmodyfikować.
Ponieważ już za 12 godzin będzie Nowy Rok, życzę Wam wspaniałego wieczoru. A potem kolejnego roku, przynajmniej tak wspaniałego jak ten wieczór. No i spotkań, takich miłych jak to nasze ostatnie.
Składniki:
Wykonanie: Pomarańcze myjemy i wyparzamy. Skórkę z 1/4 pomarańczy kroimy na drobną kostkę i suszymy w piekarniku w 160 stopniach przez kilka minut. Uważamy, żeby nie przypalić. Piekarnik nagrzać do 180st.C. Foremkę 20x30cm wyłożyć papierem do pieczenia. Czekoladę roztopić ze szczyptą soli w kąpieli wodnej. Masło ubić z cukrem na jasny, puszysty krem. Kolejno wbijać jajka, cały czas miksując. Rozpuszczoną czekoladę wlewamy do masy maślano-jajecznej. Wsypujemy przesianą mąkę z kakao i solą, dodajemy posiekane orzechy i wysuszoną skórkę pomarańczową. Przelewamy ciasto do foremki. Formę uderzamy kilka razy o blat, aby pozbyć się pęcherzyków powietrza. Pieczemy ok. 15-20 minut (choć oryginał podaje 30 - Viri piekła krócej, ja prawie 25 i to było za długo ) - upieczone jest jeszcze stosunkowo miękkie i trochę płynne. Kiedy ostygnie stanie się zwarte. Szykujemy polewę. W garnuszku roztapiamy masło (65 g), cukier, kakao i wodę. Dokładnie mieszamy. Ciepłą polewą polewamy przestudzone brownie. Na wierzch ścieramy skórkę z całej pomarańczy.
piątek, 23 grudnia 2011
Nie planowałam już wpisu na dzisiaj, ale kutia wyszła tak dobra, że musiałam ją pokazać. Pszenicę kupiłam na targu, taką specjalnie przygotowaną do kutii, dzięki temu nie musiałam jej gotować godzinami.Całość robiłam na oko, a miód dodawałam łyżka, po łyżce, tak aby nie przesłodzić dania. Moja wersja, nie zdałaby egzaminu na prawdziwą kutię, bo z pewnością nie przyklei się do sufitu. Za to nie jest przesłodzona.
Składniki:
Wykonanie: Mak zalać wrzątkiem, odstawić. Pszenicę zalać wrzątkiem, odstawić. U mnie stały przez noc. Następnego dnia ugotowałam pszenicę (trwało to około 15 - 20 minut). Mak odcedziłam i zmieliłam 3 razy w maszynce. Ostudzoną pszenicę i zmielony mak wymieszałam w misce. Dodałam żurawinę, rodzynki, pokrojone orzechy i migdały. Dodawałam po łyżce miodu i próbowałam czy jest wystarczająco słodka. Gotową kutię schłodzić.
| |||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||||